Witold Skaczkiewicz (1950-2011)

O Anielskich Wersetach napisali

http://onelastserenade.blogspot.com/2009/02/proza-zycia-anielskie-wersety.html

Autor: naumatyk o 14:03 3 komentarze
wtorek, 24 luty 2009

Proza Życia & Anielskie Wersety Skaczkiewicza Witolda

Potrzebowałem intelektualnej rozrywki. Bardzo. Nie mogłem już patrzeć na kolejne kserówki kolejnych podręczników akademickich, choćby nie wiem jak ciekawe zagadnienia podejmowały (nie lubię niczego robić pod przymusem). Wyprawa do biblioteki uniwersyteckiej przyniosła kolejny podręcznik. Świat żyje podręcznikami. A ja chciałem czegoś innego.
I dostałem z dwóch stron, przy czym żadnej bym o takie coś nie podejrzewał.

Trafiły my w łapy trzy antologie prozy, każda zatytułowana „Proza życia”, numery 3, 4 i 5. Te trzy tomy zawierają prace nagrodzone w Konkursie Literackim Uniwersytetu Gdańskiego na prozę. Nie będę się rozpisywał o zawartości, bo jeśli ktoś będzie chciał, to powinien sprawdzić sam. Zresztą jeszcze nie dokończyłem lektury. Ale skończę.

Drugi cios nadszedł z Internetu.
Niejaki Witold Skaczkiewicz, o którym nie słyszałem ni słowa, dziabnął mój gust, mój czas i moją wyobraźnię swoim dziełem (słowo „dzieło” użyte nie przypadkiem). Anielskie Wersety to właśnie to, czego potrzebowałem. Pewna pełnia bodźców pobudzających zarówno do działania, jak i do nie-działania.
Odpuszczę sobie szczegóły Anielskich Wersetów. O ile możecie mieć problem ze znalezieniem Prozy Życia, tak z owym dziełem pana Skaczkiewicza (jak również resztą jego twórczości!) kłopotów być nie powinno. Link macie obok.

Kurde, pod wrażeniem jestem. Od ukończenia 14 roku życia nie zdarza mi się to często.

***

http://pelnakultura.wordpress.com/2009/03/11/czasem-slonce-czasem-deszcz/

Czasem słońce, czasem deszcz

Napisane dnia przez Morfi

Skoro o dziełach sztuki, to przejdę swobodnie do drugiego zaproponowanego dziś przeze mnie bloga.
Pan Witold Skaczkiewicz porwał się na rzecz, moim zdaniem, dość karkołomną jak na publiczne miejsce, dostępne wielu niedowartościowanym czytelnikom, którym ich własna niedojrzałość nie pozwala na spokojne delektowanie się tekstami Anielskich Wersetów.
Przełożenie wprost słów pisanych przez Witka na łono biblijnych konotacji, skutkuje poczuciem obrazy religijnych uczuć takich osób. Wiele tracą, bo gdyby potrafili w tym konkretnie miejscu teksty biblijne potraktować stricte literacko, mieliby niepowtarzalną okazję do wyłowienia myśli i wniosków, jakie sama treść Biblii, bez kontrastu dawanego Anielskimi Wersetami, rzadko pozwala im odnaleźć.
Dlaczego o tym piszę? Bo blog Witka – ten akurat Jego blog – zakłada moderację komentarzy. O ile tego rodzaju cenzura budzi moje wątpliwości – choć w żadnym wypadku nie krytykuję takowej, gdy jest założeniem programowym miejsca, z którego nie wypływają nigdy żadne personalne wylewy i ulewy , a zalany w moderacji i cięciach widzi najbanalniejszą z możliwych ścieżkę obrony przed odpowiedziami na to, co robi – o tyle na blogu Witka taką cenzurę uważam za nie tyle usprawiedliwioną, co wprost: niezbędną. W przeciwnym razie niedojrzali intelektualnie przechodnie zalaliby to miejsce wiadrami pomyj. Im bardziej religijni i urażeni obrońcy świętości, tym pomyje bardziej strawione kwasami.
Witek – moim zdaniem – znalazł złoty środek, a o to nie jest wcale tak łatwo, jakby się wydawało. Nie unika konfrontacji swoich propozycji słownych z rzeczowymi wypowiedziami rozmówców, nawet dalece odcinających się od zamieszczonych tam treści, a jednocześnie nie pozwala na rozmycie tychże treści w strugach kwaśnego deszczu.
Ukłony w stronę omawianego piszącego – zarówno za trzymanie się ustalonych założeń, jak i za całokształt przedsięwzięcia. Jest powiewem świeżości w powtarzalnej w swych obrotach karuzeli blogosfery.
Witek odważnie operuje słowem, nie boi się kontrowersyjnego zestawienia formy sugerującej dość ostentacyjnie, wręcz prowokacyjnie, źródło bazowe Wersetów. Czytając, ma się poczucie, że autor dojrzał do konkretnie takiej właśnie, nie innej, formy napisanych słów. Czuć też, że dojrzewanie to było bolesne, ale dzięki temu uodporniło piszącego na wszelkie przeziębienia wynikające z potencjalnych.. opadów. Dzięki temu – także – autor nie musi całej swojej uwagi skupiać na zamieszczanej w odcinkach treści, a gotów jest uważnie słuchać, jakie myśli i emocje rodzi ona w czytelnikach.
Przyznaję, że niewiele blogów – i piszących je blogerów – zrobiło na mnie ostatnimi miesiącami tak ogromne i pozytywne wrażenie, jak Anielskie Wersety. W ciemno mogę polecić wszystko, co zostanie tam jeszcze umieszczone. A jeśli w tej ciemności sobie guza nabiję o kant jakiego Kanta, to.. ja już się z Panem Witoldem rozliczę za koszty leczenia krwiaka 😉

***

Ja zaś pragnę podziekować za tę notkę Morfi, dzieki której weszłam do Anielskich Wersetów i zostałam na dłużej. Wczoraj.
Ucztowałam, wędrowałam sobie wśród zdań i obrazów malowanych słowami, było mi przyjemnie. Jakbym została zaproszona na dobrą kolację w eleganckim salonie. Smaki urozmaicone, dania wyrafinowane i wykwintne. Wśród nich gorycz, ale jadalna i przyjazna dla mnie.
Ale – i to jest najważniejsze – pozostawiają ślad w sercu i w umyśle.
Będę tam wracać i cieszyć się tym miejscem. Sama bym go nie znalazła, gdybym nie wchodziła tutaj. A wchodzę, bo mnie kiedyś Morfi kopnęła w kostkę:)) Czyli dobrze się stało (co nie znaczy, że prosze o więcej, łał, błagam, wystarczy:)).
Zatem: miły uśmiech dla Morfi i rąsia dla Witka Werseciarza.
Ania

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: