Witold Skaczkiewicz (1950-2011)

KONTAKT

Komentarze możesz wysyłać anonimowo i gwarantuje ci pełne jej /anonimowości/ zachowanie.

UWAGA. Komentarze są moderowana, co oznacza, że przed ukazaniem się ich będę je czytał. Zastrzegam sobie prawo do usuwania takich fragmentów nadsyłanego tekstu, które mogą identyfikować czy w inny sposób naruszać ochronę prawną osób trzecich.

Możesz tez napisac do mnie, bez publikacji tego co napiszesz. Wówczas na poczatku wpisz PRYWATNIE. Taki komentarz, nie ukaże sie tu.

Temptation William-Adolphe Bouguereau

Temptation William-Adolphe Bouguereau

***

Zobacz wyodrębnione tematy dyskusji:

Czy Mistrz i Małgorzata, pisane były również pod innym, niż alkohol, dopingiem?

Seks za pieniądze a obrazy Maryii

wyglada na przeżyte, nie na telenoweliczne

Dostojewski i “..czy miałeś w łapach “Spaloną powieść” Gołosowkiera”


  1. M.A.B byl dla mnie zawsze zbyt ponury, (choc wlasciwie, jaki niby mial byc?) ale „MiM” to rzecz niewyjeta, dlatego z checia czytam wszystko co tylko tym pachnie, prowadzac nas nieziennie do podobnych wnioskow. Moja i nie tylko Ameryka w konserwach.
    To, co pisze Sara bardzo rzeczywiste, jakby pisala taka… Barbara, albo inna Mariola. I to jest w tym, mysle, najlepsze, niby zwykle, niby powtarzalne, a wyglada na przezyte, nie na telenoweliczne. No. Moze to dzieki formie. Niektorzy nie wiedza, gdzie stawia sie kropke, a niektorzy i owszem. Tyle.
    Ciesze sie, ze urposciles troche Anielskie Wersety, bo cholernie sie w tym gubilam.

    • Dzięki.
      Całe życie uciekałem od kontaktów z odbiorcami tego co robię, bojąc się jakiego nieokreślonego wpływu na to co robię. Ot po prostu w przekonaniu, że żadna sztuka nie jest komunikatem, i że dialog powinien nastąpić nie pomiędzy twórca a czytelnikiem, tylko pomiędzy twórca a dziełem i dziełem a odbiorcą.
      Dziś stwierdzam, że niezmiernie ważne są dla mnie takie słowa jak twoje. Może dlatego, że już dojrzałem? I bardzo dokładnie widzę ten świat który opisuje. Może dlatego że jest to koszmarnie samotna robota.
      Uproszczenie:
      Przyjąłem zasadę – jeden odcinek nowy i jedno przypomnienie, oraz dyskusja w miejscu gdzie teraz znajduje sie „uwaga zmiany”.

      Ciepło pozdrawiam

  2. Samotnosc to nuda, a nuda to diabel w glowie. To prawda. Chociaz czasem i diabel lepszy niz nieobecne absoluty, o ile, naturalnie, sa one dla nas nieobecne.

  3. O jakże przyjemnie te nienowe, a wielce wytworne rozważania Hedora zacerowały mi dziś ten popieprzony ranek.

    • To taka literatura, z założenia!, przeplecione to co w naszej głowie „nienowe” z tym czego doświadczamy. Miks stereotypów, które rządzą naszym postrzeganiem, to co siedzi gdzieś głęboko, co być może nie jest istotne – lecz jakże często wyznacza nasza myślenie, czy postępowanie.

      Przeglądając blogi gdzieś napisałem to, co na twój „popieprzony ranek” jakby wymarzone… Cytuje zatem sam siebie:
      „Przyjmij,
      że świat jest w równowadze.
      Ze dobro i zło po dwóch stronach wagi utrzymują taki stan, w którym potrafisz: dzięki złu doświadczyć dobra. dzięki dobru unikać zła.
      Od Ciebie zależy która szalę owej wagi dociążysz.”

      Ciepło pozdrawiam

  4. Senkju, senhor. 😉

    • Przepraszam, że wypisuje takie oczywistości.
      Bezczelnie korzystam, by również szerzej opowiedzieć o tym co to są Anielskie Wersety i jaka dlaczego takie treści i taka forma. Jak się wydaje nadchodzi już czas by nieco autora 🙂 przeegzaminować czy wie co robi.

      Serdeczności

  5. Nie dla każdego przecież są one oczywiste, chociaż mnie akurat chyba tak wiele nie musisz tłumaczyć. Pewne mity i przypowieści są po prostu uniwersalne, tak jak pewne sposoby myślenia. Każdy choć odrobinę piszący-myślący w jakiś sposób usiłuje się z nimi zmierzyć, a jeśli nie usiłuje, to też źle robi. Z drugiej strony „musieć” to brzydki czasownik, zgodzisz się. Ciekawi mnie czy miałeś w łapach „Spaloną powieść” Gołosowkiera.

    • Nie. Gołosowkiera nie znam. Jak się przed chwilą zorientowałem, tematyka „Spalonej opowieści” pozornie podobna. Inspiracje i korzenie kulturowe, zapewne wspólne. Jakow Gołoskower, jak rozumiem, /czytając opis „Spalonej..”/ – „opisuje proces degradacji człowieka w społeczeństwie realnego socjalizmu.”.

      Ja w sposób jasny i oczywisty przyznaje się do Dostojewskiego – żywcem: „Pewnego letniego, bardzo ciepłego wieczoru, wyszedł z domu młody mężczyzna i skierował się w stronę dotychczas mu nieznaną.” / Pierwsza Księga Wędrowców – Ulisses – cz.1 w.1/ i wprost do Bułhakowa; i więcej powiem, bardzo mi zależy by takie inspiracje były czytelne. Pozostałe są w Księdze Pomieszanych Języków. Byłbym szczęśliwy gdyby udało mi się tą warstwę – „inspiracje” – jeszcze wyraźniej uczytelnić. Bo Anielskie Wersety przecież właśnie o tym – jak to, co dostajemy /niekoniecznie świadomie, i niekoniecznie za nasza zgodą/ wpływa na nas i co z tego wynika.

      „Polityka” oczywiście nie jest tematem Anielskich Wersetów. Z polityka rozliczyłem się sam ze sobą w Folwarku Zwierząt II; w Anielskich Wersetach polityka jest koniecznym składnikiem, lecz nie istota. Z innych inspiracji, nie uda się tu nie wspomnieć o tym, jak świat zauważył Franc Kafka.

      Anielskie Wersety nie sa jeszcze napisane – zatem mogę powiedzieć tak: bardzo dokładnie znam kierunek którym idę, lecz nie wszystko wiem co mnie tam spotka…
      Ot: „Pewnego letniego, bardzo ciepłego wieczoru, wyszedł z domu młody mężczyzna i skierował się w stronę dotychczas mu nieznaną”… 🙂

      Ciepło pozdrawiam

  6. Golosowkier to rzecz ciekawa. Czytales to?
    http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/ksiazki_990505/ksiazki_a_2.html
    Warto tez przejrzec sama spalona powiesc. Nie mial talentu Bulhakowa, ale… no…
    Dostojewski choc powszechnie znany, jest rozumiany jedynie przez tych, ktorzy mieli okazje zmierzyc sie z tym, o czym pisal. Masz racje, dostajemy cos, albo przyjmujemy z tzw. dobrodziejstwem inwentarza w wiekszosci calkowicie nieswiadomi konsekwencji. I to jest najciekawsze, a zarazem chyba najlepsze, ze nie mozna zobaczyc przyszlosci w zadnym z faustowskich luster.

    • Ha!
      Koncepcja napisania Anielskich Wersetów urodziła się jednocześnie z Radiem Maryja. Zaciekawiony powstałym Radiem, od czasu do czasu nasłuchiwałem. Któregoś dnie napisałem na skoroszycie ‚Anielskie Wersety’ i zacząłem pisać. Pamiętam, że wówczas dedykowałem A.W. ojcu Rydzykowi 🙂
      Od tamtego czasu Anielskie Wersetu w rękopisie płonęły dwa razy. Płonęły do szczętu. Wraz z dyskietkami i płytami CD. Płonęły bez żalu. Płonęły po to by się odrodzić. Płonęły po to by „ślicznotki” przepadły a zostało to co istotne. By została owa „esencja”. //PP biografów, informuje ze pierwsze całopalenie odbyło się na wyspie na j. Kowalskim (Wielkopolska), drugie w 2006 roku w miejscowości Miastko na Pomorzu (przy końcu ul. Zielonej jest park zwany Zielony Ruczaj, a tam wielki krąg z kamieni…) //

      Czy stąd decyzja, by zacząć ponownie w internecie?
      Tu nie da się spalić. 🙂

      Faust? Hmm.. Nie..
      Ale… Właśnie uświadomiłem sobie, że bliższy mi jest wędrowiec Dante i chyba do tej chwili nie zdawałem sobie z tego sprawy. A grzebałem w Boskiej Komedii dosyć długo pragnąc zrobić z tego swój teatr ogromy /cóż kryzys – chyba nie zrobię 🙂 /.
      Jestem pewien, że wędrówka Dantego niejako podświadomie, swoje piętno, choć nie wprost, na Anielskie Wersety wyciśnie.

      No popatrz, dzięki tobie sam dowiaduje się więcej o sobie i o Wersetach.

      Dziękuje.

  7. 😉 to ciekawe – może i typowe nawet, że dowiadujemy się o sobie czasem rzeczy niezwykłych i zwykłych zarazem. Dowiadujemy się o sobie dzięki innym i temu, o czym mówimy, że „my to nigdy”. Bardzo to fajnie brzmi, przynajmniej na piśmie.
    A tacy jak Juda boją się być może. Czasem wydaje mi się, że wiara rodzi się ze strachu i z braku miłości. Pozorna siła jest słabościa, a słabość siłą.

    • Zwykłość, i niezwykłość to jak białko i żółtko w gustownym naturalnym, wapniowym opakowaniu, często dekorowanym malarsko lub rzeźbionym. Czy to Maria Magdalena ujrzała czerwone jajka gdy Chrystus zmartwychwstał? Zatem co ważniejsze – czy opakowanie? z jednej strony stwarzające temu, co we wnętrzu, realne bezpieczeństwo, a z drugiej stające się wartością samą dla siebie, czasami bardziej istotną od zawartości i wówczas zawartość traci „poczucie bezpieczeństwa” /wydmuszka/; czy właśnie owa zawartość będącą potencjalnym zaczątkiem nowego życia, czy podczymująca życie smaczną przekąską?
      Ów dualizm pozornych antynomii, jest zasadą jedności. To równowaga, o której tu już wcześniej wspominałem.
      Wiara, ze swej istoty, nie jest potrzebna gdy wszystko jest jasne i zrozumiałe.
      Jest ona niezbędna tam, gdzie sobie rozum nie radzi, gdzie występuje niedostatek /miłości? strachu przed czymś? …?/
      Wszystko może być siłą lub słabością jednocześnie…

      Konieczny wydaje się tu mój wierszol ‚Koniec Poezji?’. Oto on:

      Dyptyk powstały dzięki Ptolemeuszowi

      DEFERENS:
      Wpatrzony w uśmiech DARUMY
      Powiesiłem na drzewie
      Wielkie słońce z tektury
      I rozśpiewały się ptaki
      Z kolorowej bibułki.

      EPICYKL:
      Martwię się, by opalenizna
      Nie była zbyt mocna.

      Serdecznosci

  8. Jako flanelka pozwoliłam sobie na skomentowanie Waszego dialogu (bądź raczej – jego części, która we mnie jakoś zakiełkowała słowem) formą wierszowaną 😉 Strach potrafi nam odebrać radość z przeplatania się z innymi. Strach przed kolcami paraliżuje węch, byśmy nie czuli aromatycznej róży.. boimy się, że skusi nas do zaciśnięcia na niej własnych dłoni. A przecież totakie niezwykłe, móc naznaczać – różę sobą, siebie różą.. Stygmaty bywają najpiękniejszym wspomnieniem, choć zrodzone w świętym bólu.

    Witku, racz wybaczyć chwilową absencję, miałam trochę syzyfowej pracy po włożeniu kija w urocze mrowisko (a może: uroczysko?) na PK, przez co nie wystarczyło mi czasu i uwagi na rzetelne wsłuchiwanie się w tutejsze szepty. A po łebkach słuchać nie chciałam. Wieczorem poucztuję i pozostawię wrażenia z zasłyszanego 😉

    • Miło mi będzie gdy włączysz się do rozmowy, a także zaprosisz tych, których Twoim zdaniem, zainteresują problemy tu poruszane.

      Stygmaty w każdej postaci źle mi się kojarzą bo umysł ludzki, doprawdy nieprzewidywalny i niezbadany… Czy zatem ‚aż’ święty?
      Strach jest przejawem obawy przed ‚utratą’. Czy można się czegokolwiek bać nie mając nic? Co i w jaki sposób ‚warto mieć’, by nie odczuwać strachu?

      Absencję usprawiedliwiam. /Po raz ostatni.. 🙂 /

      Serdeczności

      • Czy święty?
        Sami dla siebie uświęcamy pewne emocje, wydarzenia, czas. Widzenie i odczuwanie ich jest dla nas tak dalece niepodważalne, że potrafimy reagować irracjonalnie, gdy ktoś usiłuje je w nas zbrukać. W swoim wnętrzu mamy głęboko skrywany ołtarz, na którym potrafimy złożyć wiele bolesnych ofiar w imię takich świętości. Sara przecież złożyła własną intymność, własne zmęczone przeszłością ciało, na ofiarę za swoje dziecko, nieprawdaż? Ono samo, jego byt, dobro, radość, szczęście.. to wszystko razem i każde z osobna – to jej świętości. Stygmaty (pamięć o poniesionych ofiarach) będą pokrywać ją już zawsze. Ale to będą blizny rysowane bólem uświęconym. Pamiętając o tym, co kupione zostało za poniesioną ofiarę, Sara będzie je kiedyś gładzić z uśmiechem wdzięczności, że istnieją. Są przecież dowodem na to, że udało się nawet w pozornie nierozwiązywalnej sytuacji zadbać o to, co najważniejsze w jej życiu.

        O takiej świętości mówiłam, Witku – Sara, dziecko i bogaty znajomy z rżnącym jak nóż obfitym kutasem, pozwolili mi to dokładniej zobrazować 😉

        Strach.
        Czy można czuć strach o utratę czegoś, czego nie mamy? Można. Wystarczy raz zaznać poczucia straty. Strach dotyczy właśnie emocji, instynktownego lęku, że ból odczuwany kiedyś, powtórzy się.

        Owszem, świadomi, że nic tak naprawdę do nas nie należy, winniśmy być wolni od paradoksu odczuwania strachu. Ale.. łatwiej jest nam się pogodzić z pozornym posiadaniem rzeczy i zależnością międzyludzką (więc, w pewnym sensie, acz nie! dosłownie: posiadaniem drugiego człowieka), niż z posiadaniem wolności od.. posiadania.
        Krążymy wokół pozornie posiadanego, niczym kosmiczne śmieci we Wszechświecie. Boimy się, że gubiąc drogę (tracąc niejako mapę ustalonego w myślach biegu), wytrąceni będziemy z toru swojego poukładanego lotu i spłoniemy boleśnie w atmosferze obcej dla nas samotnej planety. Spłonęliśmy już przecież tyle razy, że ból mamy zakodowany w DNA, a lęk nam o nim skutecznie przypomina.

        Idę spać, nie ma bata.. przyssało mnie tu dziś zbyt wiele ciekawych myśli, za które serdecznie dziękuję 🙂

        kaśka.

        ps. Tani1, dzięki za miłe słowa pod adresem mojej grafomanii 😉

  9. Jeśli chodzi o „stygmaty” miedzy bogiem a czlowiekiem to nie, to też mówię „nie”, ale jeśli międzyludzkie, to „si”. Można się bać nawet teoretycznie nie mająć jeszcze nic, chociaż to nielogiczne. Nigdy nie bywałeś na ten przykład, eee… zakochany?
    Znaczy się, Witku, że rozum Dostojewskiego sobie nie radził… 😉 A może to była raczej kwestia psychiki…? Zastanawiam się nad tym od dłuższego czasu… hm… Co bierze w nas górę w tak wielu ważnych kwestiach – czy tylko ta „głupia” chemia?
    Co i w jaki sposób warto „mieć”? Hm.. a może niezachwianą pewność, że jest się dla kogoś ważnym? Albo, że niewatpliwie zrobiło się coś, co chciało się zrobić itp. inne pierdelebele.
    Podoba mi się ten wierszyk. Haiku to chyba nie jest, tanka też nie… ale ładny. Czas namalować darumie oczko, żeby miała motywację do spełniania życzeń.
    Ściskam w pasie

    • Na początek opowieść taka: ‚Tatusiu, czy czarownice potrafią latać? Synku, nie ma czarownic! Ależ tatusiu, ja się nie pytam, czy czarownice sa czy ich nie ma, lecz czy potrafia latać!‚ W ten oto sposób pozostawiam co boskie Bogu.
      A teraz co cesarskie:
      Niebawem w mej opowieści pojawi sie piękna czarnowłosa o błękitnych oczach… Która pozostawi Ulissesowi stygmaty. To jedna z kluczowych postaci /klamra/ tej opowieści, nie wiem jak będzie miała na imię, ale widzę ta postać jasno i precyzyjnie, widzę też astygmatyczną relację miedzy Nią, a Ulissesem i to co taka relacja powoduje.
      W najbliższych odcinkach „zamyślę” Ulissesa by wprowadzić Ją. Jest konieczna, bo wyjaśni czytelnikowi pewne, rzec by można „nieadekwatne”, zachowania Ulissesa.

      Nie łapie o czym piszesz: „że rozum Dostojewskiego sobie nie radził”.

      Chemia /bez cudzysłowia/ w zachowaniach ludzkich i jej rola, jak się wydaje dosyć dobrze zbadana. Naprędce znalazłem takie oto:
      „Naukowcy odkryli, że gdy człowiek jest zakochany, gdy czuje, że go porywa, że gotów jest wzbić się w górę, to dlatego, ze go zalewa – niby powódź – substancja chemiczna, zwana fenyloetyloaminą. Fenyloetyloamina jest jednym z elementów tzw. chemii miłości. Według Gerharda Crombacha miłość to C8-H11-N czyli fenyloetyloamina. Związek ten, zwany popularnie narkotykiem miłości produkowany jest w hipotalamusie (część międzymózgowia). Proces zakochania zachodzi generalnie w 3 etapach:
      1. Oczy zbierają informacje o wzroście, figurze, kolorze włosów i oczu, odzieży i szczegółach twarzy. Następnie z prędkością 432 km/h sygnały docierają do mózgu. Jednocześnie ucho wyławia barwę głosu i śmiechu a nos rejestruje feromony.
      2. Sortowanie danych i porównywanie z przechowywanymi wzorcami doznań pozytywnych i negatywnych. Jeżeli wykryty został sygnał negatywny – proces ulega zamrożeniu, jeżeli pozytywny – mózg przechodzi do fazy 3.
      3. Podczas wykrycia sygnałów pozytywnych hipotalamus zaczyna produkować fenyloetyloaminę. Początek tego procesu występuje zwykle ok. 4 sekundy. W tym czasie uderzenia serca zwiększyły się ok. 50%, automatycznie oddech staje się szybszy, dodatkowo u kobiet oczy zaczynają błyszczeć;-)
      Ponieważ fenyloetyloamina występuje w czekoladzie (również w serach oraz w wodzie różanej) może być również odpowiedzialna za uzależnienie się od tego przysmaku. To ta substancja może wywołać przyspieszone bicie serca, brak tchu, ściskanie w dołku, czyli najzupełniej fizyczne, objawy zakochania. Ten stan wielu nazwałoby euforią lecz niestety i tutaj naukowcy rzucają nazwami chemicznymi…
      Otóż za ów stan odpowiadają tzw.,,kuzynki” amfetaminy: norephetamina i dopomina. To one właśnie sprawiają, że ogarnia nas niesamowite poczucie szczęścia. Stajemy się nieczuli na różnego rodzaju bodźce takie jak zimno, ból, głód. Nasza wzmożoność fizyczna znacznie się podnosi, wola walki o ukochaną osobę i wiara we własne możliwości również.”
      /źródło/

      Co warto mieć? Uważam, że NAJWAŻNIEJSZE jest mieć obok kogoś, kto daje ci PEWNOŚĆ. Bo tylko wtedy można cokolwiek dokonać. //Oglądałem fragment przygotowań jakiegoś boksera do walki o mistrzostwo świata. Trener ujawnił, że od kilku tygodni bokser ów jest w każdym momencie, również w rozmowach całkowicie prywatnych, przekonywany o tym ze zwycięży. I zwyciężył.// To jest właśnie ów archimedesowski punkt podparcia.

      Ośmielam się zauważyć, że wierszol „Koniec Poezji?’ jest dedykowany Ptolemeuszowi… I celowo jest zbudowany z wielu warstw. 🙂

      • Ja w poezji to cwokiem jestem niemyty, wiec nie wiem. Sama umiem jedynie po czestochowsku (ale zdrowo). Mis Dziki cos ta czasem naszkrykla po nocy, ino przetlumaczyc do porzadku nie umi, wiec ciemna zem w dalszem ciagu. Zdejmuje zatem beret i wachluje sie nim jedynie by ukryc rumieniec wstydu, ktoren to mnie oblicze zalewa.
        Wykaszlalam resztki wydzieliny oskrzelowej po bajce o czarownicach. Wiadomo przeciez, ze latac moze i potrafia (choc ze stosow jakos nie ulataly, co dziwne), ale jak sie kamien przywiaze do rzeczonej i umiejetnie splawi, to przekonac sie mozna niezbicie, ze plywac juz z pewnoscia nie.
        Dzieki za wyklad chemiczny. Szkoda, ze od czekolady rosna ino schaby i miejsce, w ktorym plecy traca swa szlachetna nazwe – bylaby bezpieczniejsza.
        Co do Fiodora Iwanowicza, to wiadomo, ze czymal sie on religii pazurami, a wiec cos sobie w nim widac nie poradzilo z logicznym wyjasnianiem swiata, a wydawalo by sie, ze taki… no nieglupi w sumie.
        Doszlismy, jak widze do pewnego konsensusu w sprawie MANIA sprowadzajacego sie do owej bezpiecznej PEWNOSCI, ktora jednak, co zgoda, wytwarza ow KTOS lub KTOSIE.
        No, a teraz bedziem czekac na klamre 🙂 z zaciekawieniem. Zwaz, ze porzucilam dla Ciebie (naturalnie nie calkowicie i nie na wieki, ale zawszec) Sandora Marai, a to zobowiazuje. 😉

      • O lataniu czarownic.
        Dobrze wiedział Bułhakow co czyni zielona maść i opisał to znakomicie. Smarowanie narządów seksualnych maścią zawierającą wyciąg z bielunia, lulka, czy pokrzyka, i w dalszym ciągu aplikowanie tej substancji poprzez nasmarowany nią kij od miotły powodowały poczucie oderwania się od ziemi i „loty” godne dzisiejszych halucynogenów.
        Zatem latały, to pewne! 🙂

        O Dostojewskim.
        Jego umiłowaniu Bogoczłowieczeństwa, oraz o „dialogu” Dostojewskiego z feurebachowskim antropoteizmem więcej informacji zainteresowany czytelnik znajdzie w eseju „Ateizm jako źródło zła w twórczości Fiodora Dostojewskiego” Konrada Szocika w portalu RACJONALISTA.

        O Sandorze Marai.
        Przyjaciele Franca Kafki, są moimi przyjaciółmi.

        Nie czuję się zobowiązany. 🙂

      • A tak z ciekawosci:
        Czy Mistrz i Małgorzata, pisane były również pod innym, niż alkohol, dopingiem?

        W tym samym, mniej wiecej czasie, Witkacy raczył sie pejotlem…

        Ciekawe, nie natrafiłem na żadne informacje. Bułhakow – lekarz, zatem wiedzę na ten temat posiadał, czy posiadał pragnienia?

      • Sorki tzw. wczoraj cos mi sie popirmandolilo z tymi odpowiedziami. Widze, ze sa dzis nie w tym miejscu, co powinny. Postaram sie nastepna raza robic tylko jedna rzecz w tym samym czasie. 😉

  10. Bardzo ciekawy ten artykul, zainteresowany czytelnik dziekuje. Jeszcze go sobie w wolnej chwili bardziej przetrawi pod katem Feuerbacha. Co do ostatniego zdania, czytelnik przewidzial mozliwosc takiej wlasnie odpowiedzi i sam nie wie skad mu sie to wzielo… 😉

  11. Nie wiem, czy mial doping, natomiast mogl miec i chyba mial piekny umysl, jesli wiesz o czym mowie. To nierzadkie, niejeden lekarz trafia w koncu do sali nr 6, nie tylko lekarz zreszta. Ale to temat rzeka.

    • Oczywiście nie wiem o czym mówisz pisząc „miał piękny umysł”. Intuicja mi podpowiada że „miał”.
      Mnie zainteresował kontekst „dopalaczy” niezależnie od owego „pięknego umysłu”, bo bez niego, żaden „dopalacz” nie spowoduje tego co objawił Bułhakow.
      Lecz wiedza moja w tym żadna.
      Jakby kto co wiedział… To proszę o info.

      • Niewiele się o tym mówi i pisze, a jeśli to nie wprost, ale określając „piękny umysł” miałam na myśli chorobę psychiczną lub jej wielką bliskość. Zreszta F.I.D. też miewał takie odloty (epilepsja może dawać różne objawy, a opisać coś czego się nie przeżyło w sposób namacalny, baardzo jest trudno), bez których pewne rzeczy by nie powstały. Jak dla mnie, prostej towarzyszki zabaw pewnego Dzikiego Misia, rozmyślania o religii na takim jak B. poziomie… to dość charakterystyczne. Nie, to nie jest „policzek w twarz” 😉 (piękne, nawiasem mówiąc określenie). Zobacz np. to
        http://www.zgapa.pl/zgapedia/Mistrz_i_Ma%C5%82gorzata.html. To naturalnie tylko sugestia, jedna z wielu, które uosobiście słyszałam czasem na wykładach.

  12. Uwielbiam Pitała. Nauczyłam się tego już na studiach, ale teraz widzę dopiero jak bardzo… 😉
    W bardzo prosty sposób tlumaczy on w najnowszym odcinku pewne metafizyczne zależności. Prosto a genialnie. Widzę, teraz w całej pełni bezsens moich niegdysiejszych dyskusji z ludźmi o odmiennej orientacji.

  13. …czytając Anielskie Wersety gdzies sie pogubilam,iść ciągle gdzieś zmierzać ,wędrować ale po co w jakim celu i dla kogo?Dla siebie samej nie warto!! Dość doświadczeń i nauk,przykładów i…… Jak odnaleść ta właściwą droge ,kto poda ręke i poprowadzi ?…….NIKT !!! tak naprawde człowiek jest zawsze sam…

  14. Witam!

    Bardzo miło i z niejakim zafascynowaniem czytam snutą przez Pana opowieść.
    Nie komentuję, ale wpadam tu od czasu i od razu zabieram się do czytania, zadowolona, że coś nowego się pojawiło na blogu.
    Dzisiaj też. A tu – niespodzianka. Ostatni wpis zabezpieczony hasłem. Założyłam sobie konto na WordPress.com bo pomyślałam, że może pomoże ale, czego się pewnie mogłam spodziewać, to nie o to chodziło.
    Jaka jest więc możliwość dotarcia do Pierwszej księgi Baltazara cz. 3 oraz docierania do ewnetualnie kolejnych zablokowanych treści?
    Nie mogę się powstrzymać, więc spytam: dlaczego?

    Pozdrawiam serdecznie bardzo,
    czekając na odpowiedź.

    • Nu… i ja mam ten problem z haslem. Tez zalozyla zem se konto na wordpressie i z przeproszeniem dupka blada. Drogi Witku, help!

    • W imieniu Samodzielnego Niezależnego Grona Czytelników domagam sie udostepnienia Nam mozliwosci dalszego czytania powieści Anielskie Wersety której autorem jest p. Witold Skaczkiewicz.
      Stanowczo protestujemy przeciwko hasłowaniu stron.

      Czytelnicy łączmy sie.

    • Pozostawienie czytelnika w takim miejscu jest nieludzkie.

      • Przyczułek…zimną krew zachować…będzie dobrze…korzystny wiatr odezwie się

  15. Witam

    Chciałbym przekazać, że Pański blog https://anielskiewersety.wordpress.com w głosowaniu na naszym serwisie uzyskał ponad 50 głosów pozytywnych przewagi, co oznacza, że może zostać dodany do naszej biblioteki. Zgodnie z regulaminem zwracamy się do Pana z pytaniem: czy wyraża Pan na to zgodę?

    Pozdrawiam
    Maciej Józefowicz
    redaktor serwisu Blogbox.com.pl
    redakcja@blogbox.com.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: