Witold Skaczkiewicz (1950-2011)

007 – Pierwsza księga Hedora

In Anielskie Wersety, Księga Hedora on 20 marca 2009 at 8:17

007 – Pierwsza księga Hedora

dem-cadmus-harmonia-l

Cadmus and Harmonia Evelyn De Morgan

Kłopoty Hedora

  1. Hedor miał ostatnio bardzo ciężkie dni. Coraz częściej odczuwał świdrujący ból głowy. Miał kłopoty z zaśnięciem, wstawał niewyspany i nic, nawet młode mieszkanki Jeruszy nie potrafiły go rozweselić. Jak mniemał spowodowane to było nadmiernym wysiłkiem umysłowym. Nie pamiętał kiedy ostatni raz był w podobnej sytuacji.
  2. Jeruszą od niepamiętnych czasów rządziła jego rodzina (dzielnie broniąc kraju przed najazdami sąsiadów), i nic nie zapowiadało, że ktokolwiek lub cokolwiek zakłóci to, jak często podkreślał, wspaniałe panowanie.
  3. Nie rozumiał co się z nim dzieje, stale jakiś nieokreślony, natrętny niepokój utrudniał mu życie. A przecież w Jeruszy, jak to w życiu bywa, raz było lepiej, innym razem gorzej. Jednak zawsze udawało się wyprowadzić kraj na prostą, ku zadowoleniu mieszkańców.
  4. Ostatnie lata były wyjątkowo trudne.
  5. Coraz częściej usłużni zausznicy donosili mu o wybuchach niezadowolenia wśród poddanych.
  6. Zwykle traktował to z przymrużeniem oka. Lecz teraz nie wiedział, lub nie chciał takiej myśli dopuścić, że szykuje się coś o wiele bardziej groźnego niż to z czym zwykł się spotykać. Zapewne dlatego, nie przyłożył należytej uwagi do poważającego się donosu, że nawet ci najbardziej wierni poddani, nawet ci, co z oddaniem wyznają dotychczasową religię, zaczęli (nie wiedzieć dlaczego) dawać posłuch niezadowolonym.
  7. Być może dlatego zarządzanie prowincją pochłaniało coraz więcej czasu, a to nie zezwalało na godziwy odpoczynek, nie mówiąc o tym, że co roczny wyjazd nad zagraniczne ciepłe morza z powodu nawału spraw stał się zupełnie niemożliwy. A sprawy wydawały się banalne, takie same jak zwykle, nic ważnego.
  8. Hedor starał się jak mógł, lecz pomimo niewątpliwie dobrych chęci, nie mógł zapewnić obywatelom kraju (którego był niepodzielnym i co oczywiste dynastycznym władcą), obiecanego im (jeszcze przez ojca Hedora) dostatniego życia. Jak zwykle, wyjaśniał i pokazywał, że trudności są przemijające, i niebawem na pewno będzie lepiej.
  9. Głęboko wierzył, a miał już przecież podobne doświadczenia, że i tym razem naród mu uwierzy i po jakimś, zapewne krótkim czasie, wszystko wróci do normy.
  10. Jednakże szemranie w jakże doskonale dotychczas zorganizowanych szeregach obywateli, nie ustawało.
  11. Zwykle w takich sytuacjach wystarczyło głośno tupnąć, lub ukarać publicznie jakiegoś Bogu ducha winnego obywatela by głośne narzekanie zmieniło się w cichy szept, i niebawem wszystko wracało do ustalonego porządku. Lecz teraz było inaczej. Teraz (stanowczo za często) donoszono mu o kolejnych wybuchach niezadowolenia. Pomimo stosowania tradycyjnych represji.
  12. Nie robił widowiska, działał głównie prewencyjnie, doskonale przecież wiedział (lub tylko tak mu się zdawało), że ma za sobą znakomitą rzeszę wiernych, wyznawców tego samego co on Boga, którym (jak często myślał) jest przecież on sam.

    Nawet najbardziej wierni dają posłuch innym religiom

  13. Hedor nie miał żadnych przesłanek, by spodziewać się, że również ci najbardziej wierni, ta awangarda, o których można by powiedzieć, że wprost dewocyjnie uwielbiają dotychczasową religię zaczęli również, nie wiedzieć dlaczego, dawać posłuch niezadowolonym. Coraz częściej publicznie i bez żadnego skrępowania wyrażano swe niezadowolenie.
  14. Hedor bardziej czuł niż wiedział, że nie wróży to niczego dobrego.
  15. Tym razem nie poskutkowało publiczne biczowanie co 444 obywatela, nie pomogło zamykanie przywódców do więzień. Z niewiadomych przyczyn rzesza niezadowolonych stale rosła.
  16. I wówczas (właśnie wtedy) po raz pierwszy, ni stąd ni zowąd, zaczęto głośno mówić, że Hedor jest ciemiężycielem.
  17. Coraz śmielej i głośniej mówiono, że wielokrotnie obiecywał poprawę życia, a zamiast coraz lepiej, jest coraz gorzej.
  18. Skarżono się, że są kłopoty z zaopatrzeniem (a nawet, że władza kradnie), i co najgorsze, że ten system religijny w ogóle nie dba o człowieka, że krępuje jego możliwości twórcze, a w zasadzie, jest po prostu nieudany i niereformowalny.

    Przykłady z państw ościennych

  19. Z zawiścią pokazywano sobie państwa ościenne w których żyło się niewątpliwie lepiej.
  20. Co prawda, w zasadzie, znano je, tylko z kolorowych widokówek. Choć co niektórzy, w głębokiej tajemnicy pokazywali najbliższym czasopisma, w niewiadomy sposób przemycane gdzieś z zza granicy; a tam, mieniące się wszystkimi kolorami tęczy ilustracje, pełno reklam nie znanych im produktów, i artykuły o treściach, o których tu można było tylko poszeptać i to w gronie najbliższej rodziny.
  21. Zdarzało się również, że w małych gronach z zapartym tchem wysłuchiwano opowiadań tych, którzy otrzymywali listy od mieszkającej zza granicą rodziny.
  22. Jednakże (do dziś badacze nie mogą zrozumieć jak Hedor mógł do tego dopuścić), główna ich wiedza o tym co się dzieje za granicą, brała się z kina. To tam, z żalem i z duszącą gardło goryczą, z zapartym tchem, oglądano wspaniałe przygody zagranicznych multimilionerów. To tam wszyscy byli uśmiechnięci i wszyscy się kochali i widać przecież było, gołym okiem, że żyją wspaniale i godnie. „Patrzcie jak można wspaniale i godnie żyć” mówiono po wyjściu z seansu, i długimi godzinami wspominano i sycono się obrazami niby takich samych, lecz jakże od nich różnych, ubranych w piękne stroje, jeżdżących wspaniałymi samochodami.
  23. Niby tacy sami, a jednak jakże inni. A przecież też mieli dwie ręce, dwie nogi…
  24. A te plaże… A to słońce… A te drinki… A te ich problemy? Po prostu śmieszne…. Przecież każdy chciałby tylko takie mieć.
  25. I każdy chciał tak żyć.
  26. I wszyscy przecież widzieli jak niewiele potrzeba by żyć godnie i wspaniale.
  27. Wspominano wtedy zaprzeszłe czasy gdy w kraju obowiązywała inna religia.
  28. Jakże żarliwie przywoływano te wspaniałe przyjęcia, huczne rauty mieniące się biżuterią dam i dystynkcją panów.
  29. Co prawda o nich tylko słyszeli (nie znali bowiem nikogo kto w nich uczestniczył), ale wszyscy doskonale wiedzieli, że tak przecież było! I wierzyli coraz bardziej (niż w obowiązującą religię), że to może wrócić.
  30. Byli coraz głębiej przekonani, że to (po prostu) musi wrócić. Tym razem dla nich.
  31. I stając przed lustrem wyobrażali siebie w smokingach, w tiulach i krynolinach, w mieniących się kolorami tęczy brylantowych koliach.

    Tajemnicze wieści o mannie z nieba

  32. Mówiono niekiedy, co prawda niezbyt głośno (ale zdecydowanie obijało się to niejednemu o uszy), choć zwykle lekko podnieconym głosem, że tam, w ościennych krajach, to z nieba leci manna.
  33. Leci sama! Samiuteńka! Wystarczy się tylko pomodlić.
  34. A oni tu modlą się, i modlą, a manny jak nie ma tak nie ma.
  35. Widać Pan Bóg się na nich obraził (co było by zupełnie niezrozumiałe).
  36. Podejrzewano (coraz śmielej) że zapewne obraził się na ich władcę (i to było dla nich zupełnie zrozumiałe).
  37. Szlag wszystkich trafiał gdy patrzyli na swoje ubóstwo gdy tuż obok, za granicą, było tak wspaniale. Szalę goryczy przepełniły nadsyłane stamtąd paczki – taka, jak to oni tam za granicą nazywali, humanitarna pomoc. A w nich!? Pięknie opakowane słodkie batoniki, mąka, a czasami kawa. A w niektórych to nawet były rodzynki!
  38. Na mannę nie natrafiono; pomimo dosyć dokładnych poszukiwań w nadsyłanych paczkach nie znaleziono nawet odrobiny. Było to wielce niezrozumiałe, lecz nikt nie ośmielił się o nią pytać (wszak darowanemu koniowi nie należy zaglądać w zęby), a nadto zbyt wnikliwe pytania mogły by przerwać ów pożądany potok działań humanitarnych, więc rozsądniej było nie pytać.
  39. To i nie pytali.
  40. Jednakże byli tacy (krnąbrni), którzy na własną rękę rozpoczynali tajne śledztwo w sprawie sypiącej się z nieba manny. Wkrótce jednak ślad wszelki po nich ginął i nigdy nikt nie dowiedział się jak to z tą manną było naprawdę.
  41. Mówiono, że odeszli na zachód. Bo (jakże często podnoszono to spostrzeżenie) nawet słońce tam odchodzi.
  42. Zauważono również, że im tam świeci nawet wtedy, gdy tu (gdzie przyszło żyć), jest już ciemno i smutno.
  43. I tak jakoś nijako – bezbarwnie.

    Rozważania o możliwości upadku

  44. Czasami mówiono, że ojciec Hedora po dojściu do władzy mordował ludzi! Ale to powtarzano tylko najbardziej zaufanym, tylko po cichu i tylko na ucho.
  45. Mówiono, również po cichu, że niebawem to wszystko upadnie, bo wszystko się kiedyś kończy – że przecież upadło cesarstwo rzymskie, komunizm, a nawet wielka religia chrześcijańska.
  46. Zatem można było spodziewać się, że ten obowiązujący, coraz bardziej znienawidzony system religijny, musi przecież upaść.
  47. Wcześniej czy później, ale musi.
  48. Mówiono również (ale to tylko w zupełnej tajemnicy), że już niedługo, lada moment, przyjdzie wybawiciel. Że zbawi ich ciała, i co oczywiste również dusze.

    Pojawienie się pierwszych straceńców

  49. I wtedy, gdy wszyscy już mieli dość. Gdy pojawili się pierwsi straceńcy, w proteście podpalający się paliwem do silników na publicznych placach, i wtedy, właśnie wtedy, stało się coś dziwnego.

    Pojawienie się gwiazdy

  50. I wtedy, właśnie wtedy na niebie pojawiła się gwiazda. Piękna w swojej wielkiej grozie, płynąca w przestrzeni jak ptak, jak marzenie.
  51. Płynąca tak niezwykle spokojnie po niebie.
  52. Czyż można było jej nie zauważyć? Tej największej z gwiazd? Tej, która była widoczna nawet w słoneczny dzień? Czyż można było jej nie zauważyć?
  53. Czy można było nie zauważyć, tej na którą wszyscy tak długo czekali?
  54. Czyż można było nie zauważyć tej, której przedtem nie było? Czyż można było nie zauważyć jej zwiastowania?
  55. I wtedy wszyscy stanęli. Ba! Wszystko stanęło! I ludzie i wszelkie stworzenie, i wszyscy wpatrzyli się w niebo, zafascynowani tym niecodziennym widokiem.
  56. Stali wpatrzeni w niebo.
  57. Niektórzy stali bez przerwy dzień i noc, i kolejny dzień i kolejną noc. Gdy padali w miejscu ze zmęczenia, po krótkim śnie zrywali się spoceni, by sprawdzić czy jeszcze jest, czy nie znikła. I wpatrywali się pragnąc zatrzymać czas, utrwalić ten widok na zawsze.
  58. A gwiazda płynęła spokojnie, dostojnie…. Płynęła przed siebie, gdzieś w niewiadomym kierunku, przed siebie.

    Pojawienie się czcicieli gwiazdy

  59. I wtedy, nie wiadomo skąd, pojawili się czciciele gwiazdy.
  60. Ogłaszali, że zwiastuje ona nadejście lepszego. Nie mówili konkretnie czego, ale z żarliwością przekonywali, że to lepsze będzie (o niebo) lepsze, niż to stare, niż to co jest.
  61. Pojawili się też tacy, którzy proponowali by natychmiast zburzyć to wszystko co jest. Namawiali by natychmiast zburzyć to, co dotychczas budowali. Już czas (mówili), by wyrwać kolejowe tory! Trzeba je przetopić i zrobić nowe! Takie same jak te, które są, ale nowe. Te będą ich i nie będą przypominały starych, nie będą kojarzyły się z minioną epoką. A po takich torach można by wjechać w świetlistą przyszłość. W nowe (jakże wspaniałe) czasy, opromienione cudownym światłem gwiazdy.
  62. Byli też tacy (najczęściej ci co dotychczas chowali się w ciemnych kątach), którzy zachęcali, by tych co mieli cokolwiek do czynienia z obowiązującą dotychczas religią jak najszybciej ukrzyżować. Najlepiej w miejscu publicznym, na głównym placu stolicy.
  63. Proponowali, by odczytać im publicznie, dla przestrogi tłumów, wszystkie przewinienia i niech zdychają przybici do tych dwóch tradycyjnych kawałków drewna.
  64. Podnoszono, że było by to rozsądne nawiązanie do tradycji; również byłby to dowód na to, że historia rozwija się po kole (jeżeli komu koło kojarzy się z urządzeniem do łamania członków można również przyjąć, że historia rozwija się po spirali).
  65. Tradycja jest najważniejsza! – krzyczano – naród musi znać swoje korzenie. Jednomyślność panowała, gdy zaproponowano, by do picia skazańcom podawać tylko wodę ze solą. Z dużą ilością soli! Bo muszą przecież czuć pogardę tłumów i gorzko zapłakać słonymi łzami.
  66. Rozważano również czy nie można by wykorzystać równie tradycyjnego palenia na stosie. Lecz pomysł ten wyłonił problem, mimo powstających prac naukowych: „O wyższości stosu nad krzyżem” gdzie składnie udowadniano, że właśnie stos (jego ciepło) wspaniale oczyszcza duszę ze złych instynktów.
  67. W końcu górę wzięła frakcja przyrodników, którzy naukowo udowodnili, że bardziej ekologicznie jest krzyżować.
  68. Podano niepodważalne argumenty o marnotrawieniu energii cieplnej i zjadliwych jadach parujących złych mocy.
  69. Przyrodnicy zgłosili również pomysł, aby tych, których pozostawią przy życiu (z czysto technicznych powodów, bo niby skąd wziąć w zrujnowanym kraju tyle drewna na krzyże) pozbawić języków. Zadecydowano, że wyrwany im będzie ten narząd, aby nie mogli już nigdy więcej głosić złego.
  70. Na wszelki wypadek ustalono również, że gdyby zaszła taka sytuacja, że z jakiś powodów nie będzie można pozbawić kogoś języka, bo jest to na przykład bliski krewny kogoś obecnie znaczącego, to należy zakazać takiemu absolutnego wstępu do prasy i telewizji. To miało by być najbardziej humanitarne, i oficjalnie przeznaczone tylko dla tych, którzy poprzez wielokrotną modlitwę na Świętej Górze uzyskają od niej rozgrzeszenie. „
  71. Na kolanach niech idą na Świętą Górę” – krzyczano, a ci którzy nie krzyczeli kiwali z aprobatą głowami w taki sposób, żeby sąsiedzi widzieli, że ich przekonania są świadome i głębokie.
  72. Nikt nie pamiętał aby kiedykolwiek, nawet w zamierzchłych czasach panowała w narodzie taka jednomyślność, taka siła, taka jednocząca euforia. Rozpierała ich radość i duma (bo wreszcie mogli cieszyć się szczerze) z tego, że są razem, że są tacy sami, że myślą tak samo i, że już zawsze będzie wspaniale.
lilith-l

Lilith Hon. John Collier

Reklamy
  1. Czyż to nie zabawne, poniekąd, że nie tylko Ziemia kręci się w kółko?

    Od – zapewne – pierwszej formy władzy nad najmniejszym ze społeczeństw, nie zmieniło się nic. Najpierw błyskotliwi z entuzjazmem wlewają wiarę i przekonanie co do słuszności swoich rządów w poddanych. Potem są nadal, zgodnie ze swoją naturą, tylko ludźmi, więc dbają głównie o siebie. Zresztą.. na wiele więcej nie mają tak naprawdę realnego i dalekosiężnego wpływu. Szemranie najpierw przypomina przypadkowe zakłócenia w harmonijnym rytmie tańca poddanych. Później urasta do rangi cichej jeszcze, ale już wyraźnie obecnej w (pod)świadomości – nawias uwzględnia tych, którzy wypierają ze świadomości to co słyszą i widzą, choć przez samo wyparcie dostrzeżone raz nie znika już nigdy – mżawki. Wiatr w końcu nawiewa ołowiane chmury, w gromach i błyskawicach pojawia się niczym błysk geniuszu nowy znak na starym niebie. Gwiazda, którą najpierw proroczo uświęcają ideologiczni romantycy, a za której ramiona chwytają szybko kolejni błyskotliwi, by z bólu poddanych narodziła się nowa forma.. niewolnictwa. Czasem to absolutaryzm. Czasem – demokracja. Mało istotne są założenia, ważne, by umieć wszczepić w umysły i serca niewolników przekonanie, że oto zostali uwolnieni na zawsze.

    Takie to banalne, a takie powtarzalne.. logika, niestety, jest tylko schematem, który nie wykracza poza żelazną kurtynę granic. Na abstrakcję nas nie stać. Jeśli myślimy, że jest inaczej – oszukujemy się. Nawet „nasze ufoludki” widzą, słyszą, przemieszczają się po linii czasu i przestrzeni (mało istotne, czy ruchem ciągłym, czy przeskokami, niczym szachowy konik ).. Nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie nic, czego istnienia nie bylibyśmy mniej lub bardziej świadomi. Ilość wariacji nie zmienia ich tematu. Będzie zawsze czytelny i możliwy do zdekodowania.

    Śródnocne pozdrowienia od nadrabiającej pokutnicy 🙂

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: