Witold Skaczkiewicz (1950-2011)

002 – Pierwsza Księga Wędrowców – Ulisses – cz.1

In Anielskie Wersety, Księga Wędrowców on 20 marca 2009 at 8:12

002 – Pierwsza Księga Wędrowców – Ulisses – cz.1

first-kiss-l

First Kiss, Bouguereau

Dzwony prowadzą samotnego wędrowca

  1. Pewnego letniego, bardzo ciepłego wieczoru, wyszedł z domu młody mężczyzna i skierował się w stronę dotychczas mu nieznaną.
  2. Szedł przed siebie.
  3. Samotnie
  4. Bez mapy, do przodu.
  5. Nie starał się zapamiętać drogi powrotnej; nie czynił również nic aby zapomnieć skąd przyszedł.
  6. Był pewien, że tam skąd przyszedł nie ma już po co wracać, nic go tam nie ciągnęło i w zasadzie nie miał specjalnego wyboru – więc szedł, przed siebie.
  7. Smuciła go trochę ta samotna wędrówka.
  8. Co prawda spotykał, od czasu do czasu, na swej drodze jakichś połamańców, jakichś przegranych nieudaczników życiowych, i rozwodników kąpiących się w alkoholu…
  9. Czasami, nie za często, tuż obok przemykały jakieś szalone kobiety, mknące przed siebie jak opętane; tworząc niewiarygodne ilości kurzu.
  10. Zatrzymywał się wtedy zdziwiony, zamykał oczy by wirujące ziarenka nie wbiły się w rogówkę.
  11. Po chwili delikatnie przecierał oczy i ze zdumieniem obserwował obłok uniesionej ziemi..
  12. – Co za dziwy! – powiedział do siebie, gdy tuż obok przemknęła kolejna opętana.
  13. Wzruszał ramionami i szedł dalej, jak zwykle samotnie; i nikt nie szedł w tą samą co on stronę.
  14. Doprawdy nie ma do kogo gęby otworzyć – pomyślał wspinając się wysoko, jak najwyżej na palce by lepiej obejrzeć otoczenie.
  15. Przyglądał się okolicy uważnie.
  16. – Gdzie nie spojrzysz tak samo… Nawet nie ma na czym oka zaczepić… – powiedział i poszedł dalej wycierając zakurzony pot z czoła.
  17. Było mu jakoś niewesoło.
  18. I wówczas, wtedy gdy dla dodania sobie animuszu wygwizdywał dziarskie pieśni, do wtóru podniebnych skowronków, właśnie wtedy (dobrze to dziś pamiętał) usłyszał odległy dźwięk dzwonu.
  19. Toczył się po polach, po łąkach, powodując drżenie każdego stworzenia, każdego źdźbła trawy i każdego zioła, by odbić się od dalekiego lasu i po chwili wrócić echem.
  20. Dzwonią – pomyślał.
  21. – Jak dzwonią to jest kościół – powiedział do siebie i ogarnęła go jakaś radość, i wtedy uświadomił sobie jak bardzo zmęczyła go ta samotna wędrówka.

    Nadzieje samotnego wędrowca

  22. Miał nadzieję, że tam skąd dobiega ten kołyszący dźwięk spotka innych wędrowców, tak samo jak on ściągniętych głosem dzwonu.
  23. Wyobraził sobie, że w tym odległym, nieznanym mu miejscu spotka podobnych sobie ludzi z którymi w przyjaźni pójdą razem w nieznanym i nie wytyczonym kierunku.
  24. Razem było by przecież weselej – pomyślał zrywając kwitnący dziurawiec.
  25. Był tak przepełniony potrzebą nowego, tego czegoś, czego nie podpowiadała mu nawet wyobraźnia, że przyspieszył kroku, biec prawie zaczął.
  26. Po chwili zwolnił – By sił starczyło…
  27. Szedł teraz swoim wypróbowanym krokiem i myślał o tym co spotka, co go niebawem czeka.
  28. Świat jawił się ciekawie i nie dostrzegał niebezpieczeństw z którymi nie mógłby sobie poradzić.
  29. Nie był już przecież dzieckiem i trochę wiedział o świecie, szedł by dowiedzieć się więcej, by z tego co go spotka czerpać pełnymi garściami.
  30. To co już wiedział, dawało mu jakie takie poczucie bezpieczeństwa.
  31. Szedł więc bez obaw.
  32. Przed siebie…
  33. Liczył również na to, że na tej drodze znajdzie kobietę z którą złączy swój los, którą pokocha i która będzie jego kochać.
  34. Która złączy z nim swój los na dobre i na złe; i z którą będą szli razem, wspierając się w biedzie i ciesząc dostatkiem.
  35. Nie był biedny, nie był bogaty, ale był przekonany, że posiada taką zaradność, która pomoże mu usuwać kłody które znajdą na swej drodze.

    A dzwon był coraz bliżej

  36. Szedł, a dzwon dzwonił.
  37. I był coraz bliżej.
  38. – Coraz lepiej go słychać – wyszeptał, nie chcąc go zagłuszyć, i znowu przyśpieszył; by zdążyć przed nocą.
  39. Obawiał się nieco, że w ciemności nocy, może zawędrować gdzie indziej.
  40. Nie tam gdzie dzwonią, lecz tam gdzie echo.
  41. Pięknie dzwoni… – powiedział już głośniej, i w tej samej chwili pomyślał, że przydałby się jeszcze jakiś drugi, albo chociaż jakieś inne, małe dzwoneczki.
  42. – Dużo małych dzwoneczków, aby ten kolos ich nie zagłuszył.
  43. Była by to muzyka przyjemniejsza dla ucha! – wykrzyknął ile sił w płucach, radośnie uśmiechając się do przelatującej pary synogarlic.

_________

Copyright by Witold Skaczkiewicz © 2005-2009
All rights reserverd

Reklamy
%d blogerów lubi to: