045 – Pierwsza księga Baltazara cz.1

The Tree of Forgivness Sir Edward Burne-Jones
- Tego dnia Ulisses postanowił wreszcie odwiedzić Baltazara.
- Złożyć mu niezapowiedzianą, choć zapewne od dawna oczekiwaną wizytę.
- Jechał samochodem kilka dobrych godzin i doprawdy nie marzył o niczym więcej, jak tylko napić się wódy.
- Przywitali się z radością…
- Baltazar chciał pokazać Ulissesowi obejście, lecz ten wyjął przywiezioną przez siebie flaszkę i nie pytając, osunął podstawione kieliszki i nalał do szklanek.
- Wypili wspominając młodzieńcze czasy.
- Baltazar postawił następną połówkę…
- Pili ostro, i wtedy Ulisses, jak zwykle zaatakował…
- - A kim jesteście wy, którzy mówicie, że jesteście Bogiem?
- Wy, którzy wiecie to samo, co On wie?… – mówił niezbyt już trzeźwy Ulisses
- - Czy to ziemska, czy Boska wola dała wam tę władzę?
- Baltazar jak zwykle, jak wiele razy wcześniej, nie zareagował na zaczepkę.
- Siedział i patrzył spokojnie na Ulissesa.
- - To wszystko co wy robicie to przecież teatr!
- Cyrk!
- Manipulujecie ludźmi tylko po to by zapewnić sobie godziwy byt, napchać sobie brzuchy… – zaczepił Ulisses.
- - Poczekaj, co ty mówisz? Jaki byt? Popatrz na mnie… Ile już lat pracuję… I co mam? – przerwał Baltazar
- - Jeszcze na studiach wyjechałem za granicę aby zarobić na samochód i jeżdżę nim do dziś.
- Wszystko się rozsypuje a ja drżę, by coś się nie zepsuło bo nie mam na naprawę…
- Co ja takiego mam?
- Meble?…
- Dostałem używane…
- A co sobie nakupiłem przez te lata pracy?
- Lodówkę?
- Telewizor?
- Te trochę książek?…
- To jest ten godziwy byt?
- Masz rację… – Baltazar był wyraźnie zdenerwowany – …ostatnio kupiłem węgiel bo przedtem marzłem!
- Bo nie miałem na węgiel!
- - No bo ty jesteś jakiś dziwak chyba. – Ulisses wykorzystał moment, gdy Baltazar nabierał powietrza
- - A czegoś ty chciał?
- Jaka praca taka płaca!
- Ulisses wyładowywał z siebie coś, co nie było złością, może bardziej pytaniem o coś, może chęcią poznania, dotarcia do prawdy?
- Nie wiedział.
- Wyrzucał z siebie jakieś problemy być może istotne dla tylko dla niego i tylko w tej chwili.
- - A oni?…
- Ci ludzie?
- Ochrzczeni bez swojej zgody!
- Dla spokoju ducha łażą po tych waszych świątyniach, słuchają, spowiadają się a potem…
- Potem są znowu ludźmi.
- Oczyszczonymi!
- Mogą więc od nowa grzeszyć.
- - Napijesz się kawy? – Baltazar próbował przerwać ataki Ulissesa.
- - Myślisz, że byłoby więcej grzechu na świecie gdyby nie kościół? – kontynuował Ulisses nie chcąc przerywać myśli
- - A co to znaczy, że jesteśmy tacy jak On!
- Grzeszni sprawiedliwi!
- I każdy grzech zostanie odpuszczony byśmy mogli spokojnie grzeszyć dalej?
- Jakie to higieniczne!
- Byle tylko rzucać wam na tacę – Ulisses wyrzucał z siebie z niewiarygodną pasją.
- Przechylił butelkę i pociągną głęboki łyk.
- - Zrobię ci kawy – powiedział Baltazar i podszedł do kuchenki gazowej
- - Zamknąć wszystkie teatry – wykrzykiwał niezrażony Ulisses – kościół wystarczy!
- Misterium jednoczące…
- Siła wspólnoty w tym pierdolonym świecie.
- Mówicie mi, żem człowiek…
- Że mam wolną wolę…
- Patrzysz na siebie i widzisz żeś taki sam…
- Człowiek…
- To jaki jesteś?
- Ty! Stworzony na wzór i podobieństwo…
- Czy jesteś taki jak On?
- Taki sam?
- Z Jego wolnej woli.
- Ulisses podniósł butelkę i tym razem nalał do kieliszków.
- - Pij! Baltazarze…
- Jak myślisz, zostałeś stworzony na trzeźwo? – powiedział Ulisses przechylając kieliszek
- - A może w pijackim szale.
- - Bełkoczesz – powiedział Baltazar siadając na podłodze.
- - Nalej sobie i przestań pierdolić bo już uszy więdną.
- Poczytaj sobie katechizm, może wtedy coś zroumiesz.
- - Kurwa! – krzyknął Ulisses
- - Baltazarze!…
- Przecież ten wasz katechizm to po prostu kodeks karny!
- Tego nie rób, tego nie wolno…
- Bo to grzech!
- A to z kolei grzech śmiertelny!
- Czy nie sądzisz, że to popierdolone?
- - To nie tak…
- Ty nic nie rozumiesz – odpowiedział spokojnie Baltazar.
- - Czego ja nie rozumiem? – zapytał wzburzony Ulisses
- - Czy nie rozumiem tego, że wpierdalacie się siłą nadludzkiego autorytetu tam, gdzie was nie proszą?…
- Że dążycie do zawładnięcia i duszą i ciałem człowieka…
- Bogowie! Aniołowie! Duchy Święte!… – Ulisses machał rękami
- Ja wiem, ze to wszystko po to by przykryć drańską naturę człowieka.
- By skierować go na jakąś uporządkowaną drogę.
- I z tym się zgadzam.
- Ale czy nie wydaje ci się, że również coś to człowiekowi zabiera?
- - Nie rozumiesz istoty wiary – próbował Baltazar
- Nie rozumiesz…
- - Nie! – przerwał mu Ulisses
- - Tego nie rozumiem.
- Nie rozumiem tak pojętego Boga!
- Człowiek chce kochać i chce być kochanym.
- Tak w wymiarze ludzkim i jeżeli to mu potrzebne ponad ludzkim…
- A u was ?
- Słowa. słowa, słowa.
- Ziemska miłość do Boga a Boska w tym drugim życiu po śmierci?
- Miłość to branie i dawanie.
- Nie wiem czego więcej, a może po równo?
- To nie ma znaczenia.
- Miłość musi być oparta na kontakcie.
- Na fizycznym doznaniu, a nie na wyobrażeniu.
- Cóż to za nieszczęśliwy ten wasz Bóg, który kocha wszystkich!
- Cóż to za nieszczęśliwi ludzie, którzy kochają takiego Boga!
- Jak ty chcesz realizować swą miłość do Boga skoro i tak nie możesz się do niego zbliżyć.
- I tu cała wasz tajemnica.
- Tajemnica zbliżenia i tajemnica miłości.
- Miłość ta bowiem niespełniona.
- I jakże często strach przed piekłem!
- I to ma być miłość?
- Kochać wszystkich to znaczy nie kochać nikogo.
- I taki jest ten wasz Pan, który nawet swojego syna dla łaski zbawienia posadził na krzyżu.
- Pozwolił aby cierpiał…
- Z miłości!
- Surowy to ojciec.

Cupid's Hunting Fields Edward Burne-Jones
_________
Copyright by Witold Skaczkiewicz © 2005-2009
All rights reserverd




