041 – Druga Księga Marii

Ophelia Paul Steck
- Delikatnie odsunął się, przykrył Marię i powoli, aby jej nie rozbudzić, wstał.
- Z rozrzewnieniem spojrzał na skotłowane na podłodze ubranie przypominając sobie, że zawsze to tak jest, że nie ma czasu poskładać ubrań.
- Maria spokojnie spała.
- Za oknem błysnęły pierwsze promienie słonecznego dnia.
- Dniało.
- Jakże jesteś piękna, moja przyjaciółko… Jakże jesteś piękna – wyszeptał Ulisses z rozrzewnieniem
- Czy i ty jesteś stworzona na obraz i podobieństwo Pana?…
- Maria poruszyła się i wpatrzyła w niego rozespanymi oczami.
- - Chodź! – powiedziała sennym szeptem
- - Przytul mnie mocno…
- I nie gadaj tyle…
- Kochaj mnie…
- I znowu leżał, trzymając ją w objęciach.
Ulisses boi się że gdy otworzy oczy to wszystko okaże się snem
- Nie wiedział, czy ma tylko ciało, czy również i duszę, ale było mu to zupełnie obojętne.
- Był z nią, kochał, i chciał aby ta chwila stała się wiecznością.
- Całował jej krucze włosy upajając się zapachem.
- Słońce wpadające przez odsłonięte okno przyjemnie muskało ich splecione ciała gdy usłyszał jej szept: „Nie budźcie i nie płoszcie miłości dopóki sama nie zechce…”
- Miał zamknięte oczy i bał się, że jeżeli je otworzy, wszystko okaże się snem.
- A więc nie spała…
- I ona też?…
- Nie spałaś?… – zapytał.
- No, nie mrucz.
- Nie mrucz…
- Kochaj! – usłyszał gdzieś z pod kołdry.

Tristan and Yseult Jean Delville
_________
Copyright by Witold Skaczkiewicz © 2005-2009
All rights reserverd





Dawno nie czytałem czegoś tak bardzo interesującego
TO bardzo interesujące, czytam z wielkim zainteresowaniem
Fajnie się czyta