039 – Pierwsza Księga Marii

Boreas John William Waterhouse

Boreas John William Waterhouse
Ulisses spotyka Marię
- A Marię to Ulisses spotkał przypadkiem.
- Od razu zakochał się w niej, na wszelki wypadek, nieprzytomnie.
- I nie było to dalekie od prawdy.
- Zobaczył ją, i zdało mu się, że jest ona tak samo jak on pogubiona w tym pierdolonym świecie, który, o czym był przekonany, nie szykuje już mu nic dobrego.
- Wydało mu się, że Maria jest zwiastunem zmiany w jego życiu i mimo, że nie wszystko u niej akceptował, był przekonany, że znalazł ostoję dla duszy i ciała.
- Wydawało mu się, że ona podobnie jak on, ma już dość przechodzenia z łóżka do łóżka.
- Wydawało mu się, że, jak mawiał, „zjadła już swoje wiadro spermy” a więc poznała wszelkie tajniki tego „najlepszego ze światów”.
- Rozmawiali, i kochali się…
- - Ilu miałaś? – kiedyś zapytał żartem, ale nie odpowiedziała…
- Opowiadała za to o swoim dzieciństwie, o rodzinie.
- O swoich planach.
- Chciała być aktorką.
- Porzuciła studia na Uniwersytecie i czyniła starania, a nawet występowała w teatrach, aby zostać zawodową aktorką.
- Grała co prawda jakieś bardzo podrzędne role, ale Ulisses widział ją jako pełną ambicji, trochę pogubioną i wspaniałą dziewczynę.
Maria wyraża żal do tych którzy nie pomagają jej w karierze
- - Nie przepuszczają te chuje… – miała żal do kogoś bliżej nieokreślonego, kto jej zdaniem przeszkadzał jej w karierze.
Ulisses staje się potrzebny
- A Ulisses, jak mu się zdawało, stał wreszcie komuś potrzebny, dwoił się i troił aby Maria mogła zrealizować swoje marzenia.
- Był przekonany, że ona wie czego chce i da z siebie wszystko aby sny stały się realne.
- Zaczął żyć jej życiem.
- Zapomniał o swoim.
- Nazywał ją pieszczotliwie „Pipcia”, co jego zdaniem, oddawało nie tylko jej ciepły charakter, ale i doceniało to, co miała najcenniejsze

Hylas and the Nymphs John William Waterhouse
Ulisses o sobie i swoich przeżyciach
- Nie wychodzili z łóżka już drugą dobę.
- Tylko „na siusiu”, lub do kuchni by przyrządzić coś do zjedzenia.
- Kochali się, zasypiali.
- I znowu rzucali się na siebie szukając nowych wrażeń.
- Dopasowywali swe ciała do siebie i do bólu drażnili wszystkie czułe miejsca.
- Maria w półśnie przytulała się do jego piersi.
- Patrzył na jej piękne ciało myśląc nad szybkością z jaką przebiegają kolejne dni.
- Chciałby aby tak było zawsze, aby to co ich tak bardzo do siebie ciągnie nigdy nie ucichło.
- Aby nie zamilkło nakryte kłopotami dnia codziennego.
- Leżał nieruchomo patrząc na świtający dzień.
- Pomyślał o grzechu…
- O nawoływaniu do wstrzemięźliwości…
- Jakże okrutnym dla siebie trzeba być, by chcieć zabrać ludziom to czego on doznawał minionej nocy – uśmiechnął się gdzieś w głębi do siebie.
- Pomyślał o ostatnim wystąpieniu papieża.
- Nie mógł zrozumieć jak ci starcy, którzy być może gdzieś tam w młodości pociupciali sobie, albo w ogóle nigdy; jak ci nieszczęśnicy demonstracyjnie występujący przeciw naturze, dla których jedynym sposobem realizacji seksualnej jest walenie konia, mogą wypowiadać się na temat seksu, na temat człowieka i jego życia.
- Jak ten „chór wujów”, zgrzybiałych starców, może nakazywać wstrzemięźliwość…
- Zakazywać tej niewiarygodnej rozkoszy poznawania tak innego ciała – z czułością spojrzał na Marie.
- Zastanawiał się, czy wynika to z jakiegoś ich nieszczęścia, czy z wieku.
- - Ciekawe jakim ja będę staruchem?
- Czy też będę oburzał się na parę całującą się w parku; w takim zbliżeniu, że widać wyraźnie, że są już o wiele dalej niż w „grze wstępnej”? – przeleciało mu przez głowę.
- Czy któryś z tych nieszczęśników, którzy korzystając ze swojej jak to nazwali „wolnej woli” zrezygnowali z prokreacji, wie czym jest to cudowne drżenie każdej komórki ciała, każdego neutronu, protonu czy czegoś tam jeszcze, pod wpływem dotknięć ukochanej kobiety?
- Jakże oni, tacy niepełni, mogą zabierać głos w tych sprawach.
Ulisses okazuje się wielbicielem biblijnej poezji
- Sięgnął, po leżące nad łóżkiem Pismo Święte podarowane mu kiedyś przez Baltazara, i zaczął cichutko recytować:
- „Niech mnie pocałuje pocałunkiem ust twoich!
- Ach, twoja miłość jest słodsza niż wino!
- Wyborna jest wonność twoich olejków, twoje imię jak najlepszy olejek do maści!
- Dlatego miłują cię dziewczęta.”
- Czy może zrozumieć to ktoś, kto nie leżał bezwładny, wypróżniony z wszystkich olejków? – chciał wrzasnąć pełnią swojego szczęścia.
- Psy ogrodnika…
- Dlaczego, ci popierdoleńcy, robią ludziom wodę z mózgu? – przerzucił kartkę.
- Znał „Pieśń nad pieśniami” na pamięć; prawie całą, ale czytając, zawsze natrafiał na jakiś fragment, który go zatrzymywał.
- - „Twoje łono to okrągła czasza, niech nie zabraknie w niej wina!” – przeczytał i znowu uśmiechnął się do siebie…
- Nie masz ty już siły lubieżniku jeden. – pomyślał o sobie, lecz jakaś nieodparta siła ciągnęła go, by wessać się znowu w to winne łono, i pić, i pić, pić do zawrotu głowy, trzymając w ramionach drżące ciało.
- Powstrzymał się.
- Niech pośpi…
- Niech trochę wypocznie – pomyślał patrząc z uśmiechem na Marię.
- Czytał dalej przerzucając wzrok po kolejnych strofach:
- „Rankiem pójdziemy do winnic zobaczyć, czy kwitnie winna latorośl, czy otwarły się pączki, czy granaty w pełnym kwieciu: Tam ci okażę swą miłość!”…
- Czytał jeszcze przez chwilę, delektując się i powtarzając w myślach kolejne strofy.
- Był pewien, że nie mógł tego napisać ktoś, kto nie poznał tego co on, przed chwilą, co poznawał wczoraj, i bedzie jutro…
- Czuł się bardzo związany z tym wspaniałym poetą i natchnionym zapewne, jak o nim myślał, wspaniałym jebaką.

The Lady Clair John William Waterhouse
_________
Copyright by Witold Skaczkiewicz © 2005-2009
All rights reserverd





no, dość już na dzisiaj. “zaczytałam” się