036 – Pierwsza Księga Samotności – cz.1

Sleeping Angel Leon Jean Basile Penault
Ulisses spaceruje po rozgrzanym mieście
- I znowu był sam.
- Ani się z tego cieszył ani martwił.
- Niewątpliwie było mu jakoś nieswojo.
- Szedł ulicą w gorących promieniach letniego słońca.
- Upalne powietrze stało w miejscu.
- Ulica, jak to w upalnym lecie, śmierdziała potem i wszelkimi odmianami dezodorantów.
- Wszedł w wiejące chłodem drzwi kościoła.
- By ulżyć spoconemu ciału.
- Zdziwiła go pustka…
Ulisses szuka pocieszenia dla ciała
- Nie sięgał do wody święconej, nie przeżegnał się znakiem krzyża…
- Szukał pocieszenia dla ciała a nie dla ducha.
- Nie wierzył, że jego strapione dusza mogła by znaleźć pocieszenie w tym miejscu.
- Nagabywany o wyznanie zwykle odpowiadał, że nie ma tego szczęścia, by Pan Bóg obdarzył go łaską wiary.
- Czasami, nie za często (miał takie wrażenie), że było by mu łatwiej gdyby mógł zwalić swe niepowodzenia na kogoś kto rządzi nim i całym tym światem;
- Czasami również żałował, że nie wyrobiono mu w dzieciństwie umiejętności pozbywania się kłopotów w konfesjonale.
Ulissesa zatrzymuje wielki drewniany krzyż
- Wszedł i znalazł się dokładnie naprzeciw wielkiego krzyża.
- Duża, ponad naturalnych rozmiarów, ukrzyżowana figura spoglądała na niego spod przymrużonych powiek.
- Długo patrzył w jego drewniane oczy…
- Wiele krucyfiksów oglądał w swoim życiu; ten jednak był najwspanialszy.
- Wszystko w nim było wspaniałe.
- Napięte mięśnie, układ ciała, szata – to wszystko ukazywało mistrzostwo rzeźbiarza.
- I ten kolor…
- Jakieś prawie błękitne drewniane ciało, nie człowiecze nie boskie…
- „Umęczony… Jakby przed chwilą… Jak żywy!” – pomyślał Ulisses.
- Zastanowiło go to niezamierzone skojarzenie.
- Ukląkł na drewnianym klęczniku i wpatrzony w mistrzowską rzeźbę poczuł jakąś wspólnotę z tym uformowanym dłutem kawałkiem lipy.
Ulisses rozmyśla o ukrzyżowanym
- „Umęczony, prawie jak żywy… Jak ja!…” – pomyślał.
- „Któż ci dał tyle życia…
- Przecież umarłeś.
- Umarłeś a dajesz życie?…
- Dajesz nienawiść.
- Dajesz śmierć…
- Dajesz radość?…
- Czy ci którzy w twoim imieniu nienawidzą robią to po to by zobaczyć jak ty się wtedy czułeś?…
- Dajesz przecież miłość tysiącom kobiet, które cię poślubiły zakładając czarne habity.
- Zakryły swe ciało, zakryły dusze i wielbią cię…
- Takiego bidulka…
- I biorąc z tobą ślub dały jednocześnie śmierć gatunkowi ludzkiemu – zrezygnowały z rodzenia dzieci!
- Co twój ojciec na to?
- Co by się stało gdyby tak wszystkie kobiety zakochały się w tobie…
- Co by się wtedy stało?” – pomyślał wstając.

Self Portrait with Death with a Violin Arnold Böcklin
_________
Copyright by Witold Skaczkiewicz © 2005-2009
All rights reserverd





nic. dzieci nadal by się rodziły. i może mogłyby przeżyć a nie zamienić się w proch w katakumbach jakiegoś klasztoru..