024 – Trzecia Księga Pitała

Angel Musician, Ross0 Fiorentino

Angel Musician, Ross0 Fiorentino
Pitał rozważa o szansach Jezona
- Pitał zdawał sobie sprawę z tego, że szanse Jezona są nikłe. Zadarł przecież z hierarchią, zadarł z tymi którzy głosili jedyne prawdy; podważał ich nieomylność…
- Ci, co tak dużo krzyczą, właśnie teraz, w tej chwili, szykują grób swojej władzy. Wcześniej czy później…” – uświadomił sobie Pitał.
- Wiedział również że ci, śmiertelni, teraz swojej władzy nie popuszczą. Są bowiem składnikiem tego samego łańcucha pokarmowego.
- A żyje im się całkiem wygodnie…
- - Niby dlaczego mieli by podcinać gałąź na której siedzą? – zapytał Pitał Ulissesa
- Czy nie lepiej wyciąć to drzewo które chce wypijać te soki, które oni piją?
- Czy nie lepiej?
Pitał udowodnia czytelnikowi że jest znakomitym obserwatorem przyrody
- Wielokroć Pitał z niegasnącym zainteresowaniem przyglądał się puszczy.
- Widział jak duże drzewa zasłaniały światło tym mniejszym, rosnącym pod nimi.
- Widział jak te małe, jeżeli udawało im się przetrwać, po jakimś czasie wypijały sok tym, które kiedyś były tak wspaniałe i mocne. Miały (jak Pitał nazywał) mocniejsze ssanie.
- Widział jak te stare zaczynały umierać a na ich miejscu tryumfalnie rozrastały się te młode.
- Widział także, że te stare, po śmierci, gniły i stawały się pożywką dla tych, które kiedyś takie biedniutkie teraz stawały się olbrzymami.
- Stawały się doskonałością!
- I zasłaniały światło tym, które rosły pod nimi.
- Pitał znakomicie wiedział, że drzewa rosną bardzo powoli.
- Zwłaszcza te które mają dużo liści.
- Zwłaszcza te, które długo żyją.
Pitał zastanawia się nad przyrodzoną człowiekowi mistyką
- Zastanawiał się też nad tym, czy swej przyrodzonej potrzeby mistycznej nie mógłby człowiek wykorzystać w sposób bardziej twórczy.
- “I cóż ja mam zrobić z tym nieszczęsnym Jezonem?…” – zadumał się Pitał.
Pitał postanawia spotkać się z Jezonem
- Pitał postanowił wezwać Jezona.
- Ot tak, na rozmowę.
- Chciał się na własne oczy przekonać, kim jest ten człowiek który w stosunkowo niedługim czasie potrafił wyprowadzić z równowagi całą władzę cywilną.
- Tyle przecież o nim mówiono.
- Chciał poznać człowieka, który postawił swoje życie do dyspozycji śmierci w imię jakiś idei.
- Chciał poznać tego człowieka bo istniała minimalna szansa, że ten mistyk nie będzie musiał umierać.
Pitał o śmierci
- Pitał nie lubił śmierci.
- Był już człowiekiem niemłodym i wiedział, że niedługo i po niego przyjdzie.
- Przeżył swoje życie godziwie i nie chciał przed jego końcem spotykać się z nią niepotrzebnie.
- Usiadł w swoim ulubionym fotelu i zamyślił się…
- Jak to właściwie jest?
- Jak to jest z życiem i ze śmiercią.
- Czy śmierć jest częścią życia?
- Czy może jest oddzielnym bytem?
- A narodziny?
- Czym jest ten stan od momentu zapłodnienia do urodzenia?
- Kapłani twierdzą, że człowiek ma dwie fazy życia: życie, i życie pozagrobowe…
- Życie pozagrobowe?
Pitał rozważa o życiu
- Pitał jako człowiek, jak już wspomnieliśmy, nie gardzący myśleniem i zajmujący się funkcjonowaniem języka, zaczął pogłębiać problem: „Życie? A mówią też życie pozagrobowe? Czyli coś co nie żyje jednak żyje…”
- Mózg mu podpowiadał że coś tu nie gra, nie mógł zrozumieć jak to możliwe, by żyło coś co przecież nie żyje; nie umiał znaleźć logicznego rozwiązania tego problemu.
- Jeżeli przyjmiemy, że istnieje życie „pozagrobowe”, nazywane przecież życiem, to musi ono do tego, nazwijmy go życiem “przedgrobowym”, być podobne…
- Czy to tak jak z pieczywem?
- Jest przecież chleb, są bułki…
- Wszystko to zrobione z mąki a jednak różni się i formą i smakiem,
- Niby to samo a inne.
- A życie?
- Czy to, że jak ludzie tego chcą też ma dwie formy, czy to oznacza, że owo życie pozagrobowe gdzieś istnieje, gdzieś musi się toczyć?
- Nie podobała mu się nazwa „życie”.
- Bo skoro ktoś żyje mimo że umarł to może nie istnieje śmierć?
- A może życiem należało by nazwać tylko fizyczne istnienie?
- Tylko tę fizyczną formę, bezmózgową formę istnienia…
- Przecież mówimy że kwiat, zanim umrze też żyje…
- To jak by można wówczas nazwać ten stan drugi, ten który nazywany jest „życiem pozagrobowym”?…
- Czy są to dwa stany tego samego?…
- Czy podobieństwo nazwy jest tylko przypadkowe?
- A jeżeli nie, to co z tego wynika? – zapytał Pitał.
Pitała pochłania rozważanie o życiu pozagrobowym
- „A jakby tu wprowadzić rozróżnienie…” – spekulował dalej – „…Życie, to istnienie. To bycie… Fizyczna egzystencja od momentu urodzin do momentu śmierci.
- Cóż w takim razie było by potrzebne do życia?
- Pokarm? Ciepło? Czy tylko to, co wytwarza fizyczną energię?
- Chyba nic więcej.
- Przecież tak żyją pierwotniaki, prymitywne formy białkowe, i tak też żyją rośliny…
- Czy rośliny też żyją pozagrobowo?
- A co potrzebne jest do życia człowiekowi?
- Przecież gdyby go zamknąć do klatki, dawać jeść i ogrzać…”
- Pitał słyszał o przypadku zamkniętego w piwnicy dziecka któremu dawano tylko strawę.
- Ten zamknięty człowiek nie umiał mówić, nie miał kontaktu z tym wszystkim co „człowiek” wytwarzał, nie wiedział nic o tym co działo się poza jego piwnicą.
- Czy on żył?… – Pitał zasępił się
- Czy on żył „życiem”, czy tym drugim, jak to oni nazywają „życiem pozagrobowym” tym, które ma następować po śmierci…
- Czy ta druga forma życia?
- Czy aby jest to forma? – zapytał sam siebie
- Czy jest to forma czy zupełnie samodzielny byt?
- Skąd się to u licha bierze?…
- To pierwsze „życie” wydawało się dość jasne… Plemnik natrafia na jajko… Pyłek wpada do kielicha…
- A to drugie „życie”?
- Czyżby do jego narodzin potrzebna była śmierć?” – Pitał był wyraźnie zakłopotany
- To co w takim razie jest potrzebne człowiekowi do śmierci?
- Co musi być spełnione, by akt ten się dokonał?
- Co jest potrzebne by człowiek umarł?
Pitał odczuwa intelektualną bezradność
- Pitał poszukał w pamięci i przypomniał sobie, że kiedyś czytał na ten temat jakiś wiersz.
- Poeta oddawał to czego on teraz nie potrafił wyrazić.
- Wstał i podszedł do biblioteki.
- To był chyba J. Joyce… – poczuł przebłysk pamięci.
- Długo szukał po półkach, wertował, lecz nie znalazł.
- Nie mógł też sobie przypomnieć treści.
- Pamiętał sens lecz nie mógł przypomnieć sobie słów.
- A może się mylę?… – Ponownie zasiadł w swoim ulubionym fotelu i kontynuował rozmyślanie
- „Mamy więc chyba pierwszy pewnik: Są dwa stany, a może dwie formy, a może nawet samodzielne byty, tego co nazywa się „życie”.
- A skoro nazywamy to „życiem”, oba jedną nazwą, to wygląda na to że stany te są ze sobą nierozerwalnie związane.”
- - Ciekawe, czy tylko w jednym kierunku?” – zadał głośne pytanie.
- „A jak to, co nazywamy życiem, wpływa na to co nazywamy życiem pozagrobowym? Czy istnieje także wpływ odwrotny? Jeżeli jest to jaki?…”
- Mimo dużego doświadczenia w myśleniu Pitał czuł szum w głowie, pojęcia nakładały na siebie nie pozwalając na jasne przedstawienie problemu.
- To przecież jak sen motyla – wyszeptał skrajnie zmęczony, przypominając sobie chińskiego mistrza Chuang Chu.
- Doszedł do wniosku że dzisiaj nie jest w stanie rozświetlić ciemności swojego umysłu i wówczas usłyszał kroki…
Pitał spotyka się z Jezonem
- - Panie!… Przyprowadzili Jezona…
- Przez moment był niezadowolony, lecz po chwili pomyślał, że może ten mistyk zapłodni jego myślenie i uda mu się wreszcie znaleźć rozwiązanie problemu dwupostaciowego życia.
- - Wprowadzić! – powiedział Pitał takim samym tonem, jakiego używają wszyscy wybitni władcy.
- I wprowadzono go…
- Pitał zobaczył przed sobą młodzieńca dwudziestoparoletniego, o inteligentnym, jak to ocenił, wyrazie twarzy, trzymającego się prosto i dzielnie.
- Widać było że nieczęsto zjada pełny posiłek a ogorzała twarz wskazywała że często przebywa na powietrzu.
- - Zostawcie nas samych – Pitał kategorycznym machnięciem ręki pozbył się świadków.
- Mimo że Pitał był człowiekiem spostrzegawczym i w pierwszym oglądzie zauważał wiele cech rozmówcy, postanowił przyjrzeć się mu dokładniej.
- - Proszę usiąść – wskazał Jezonowi miejsce.
- Jezon usiadł, i widać było że nie jest zakłopotany jak to zwykle czynili goście Pitała.
- Siedział spokojnie i Pitał odniósł wrażenie, że nawet ta przedłużająca się chwila ciszy nie wywołuje w Jezonie żadnego niepokoju.
- - Więc to ty jesteś ten słynny Jezon? – zapytał wreszcie Pitał.
- - Tak mnie nazwali – odpowiedział przybysz.
- - Czy wiesz że możesz zostać oskarżony?
- - Wiem.
- - I cóż ty na to?
- - Wiem, że przypisują mi czyny które nie miały miejsca…
- Wiem również że nie mogę być oskarżany o to że ludzie mają potrzebę wyobrażania sobie więcej niż widzą…
- Nie moja to wina, że patrząc na chmury widzą wielbłądy…
- - A jak myślisz czyja? Może chmur? – Pitał postanowił sprawdzić możliwości intelektualne rozmówcy.

Angel, Fra Angelico




