020 – Księga Świadectw – Pierwsze

The Rescue of Guinevere William Hatherell
Ateusz opowiada jak Jezon spowodował że uschło drzewo figowe
- - I gdy tak szliśmy w stronę miasta… – Ateusz rozpoczął opowieść – …Jezon zobaczył drzewo figowe.
- „Posilimy się trochę” powiedział, lecz zauważył, że na drzewie nie było nic, żadnego owocu tylko same liście.
- Wtedy Jezon staną przed drzewem i obrażonym głosem powiedział: „Niechaj już nigdy nie będzie z ciebie owoców.”
- I drzewo uschło.
- Rozumiesz Ulissesie!? To drzewo po prostu uschło. Liście opadły, i pozostał drewniany kikut.
- Nie mogliśmy zrozumieć, jak to się stało.
- Wówczas Jezon powiedział, że to jeszcze nic, może bowiem powiedzieć górze, aby uniosła się i wpadła do morza; i ona wniesie się i wpadnie do morza.
- Dlatego, bo on to mówi z wiarą i bez zwątpienia, a wiara może przenosić i góry.
- Kiedyś, kiedy byłem sam i nikogo nie było w pobliżu powiedziałem: „Góro! Podnieś się, i wpadnij do morza!”, nie była to wielka góra, raczej pagórek, lecz nic się nie stało.
- Nic. Zupełnie nic!
- - I co? – zapytał Ulisses Ateusza.
- - Może miałem zbyt mało wiary w sobie? Ale na pewno jest to możliwe. Wierzę w to gorąco.
- Nie wiem tylko po co Jezon zniszczył to drzewo figowe, być może w przyszłym roku dało by wspaniałe owoce.
- Szkoda drzewa…
- Ale skoro tak się stało to znaczy, że tak się stać musiało.
- Nie muszę wszystkiego rozumieć.
Ateusz nie rozumie wszystkiego i godzi się z tym
- - Bo wiesz Ulissesie, mój rozum chyba powinien się skupić na czym innym.
- Bo przecież i tak nie uzyskam odpowiedzi na nurtujący mnie problem.
- To tak samo jak kiedyś zapytali Jezona: „Kto ci dał tę moc?”
- Jezon wówczas zadał pytanie; chodziło o chrzest Ana.
- Dobrze to pamiętam, bo Jezon zapytał: „Skąd był chrzest Ana? Czy z nieba czy z ludzi?”
- Ale zadał bobu!
- Musieli ostro kombinować bo przecież gdyby odpowiedzieli, że z nieba, to Jezon by im powiedział: „Skoro wiecie że z nieba to czemu pytacie?”
- A jeżeli powiedzieli by, że z ludzi, to jak mogli by nie wierzyć w to, w co wierzą ludzie.
- A ludzie już wtedy mieli Ana za proroka.
- Myśleli, myśleli i doszli do wniosku, że nie potrafią odpowiedzieć.
- Wówczas Jezon powiedział do nich: „Skoro nie wiecie to i ja wam nie powiem. Myślcie sobie sami nad tym.”
- To jakże ja, prosty Ateusz, mogę odpowiedzieć sobie na tak trudne pytania.
- Czyż nie lepiej zająć swój umysłu czymś innym?
An niepokoi się o Jezona
- Widać było, że An z niepokojem obserwował Jezona. Był w nim zakochany…
- “Może to zbyt wielkie słowo” – myślał An.
- Ale było to uczucie wielkie. To czym darzył Jezona nie można było inaczej nazwać.
- Tyle przeszli razem, że czuł, że może go obdarzać miłością.
- Prawdziwą męską miłością.
- Jezon był przecież taki wspaniały i taki mądry.
- Imponował mu.
- Zawsze potrafił powiedzieć to co myślał, i to w tak celny sposób, że dech zapierało.
- Czy była to miłość erotyczna, czy raczej jakieś psie przywiązanie do pokarmu którym obdarzał go Jezon. Bo przecież wtedy gdy wędrowali razem, jakże często głodni, był pełen jak nigdy dotąd.
- An nie wiedział, lecz czuł jakąś niewiarygodną, wspaniałą, pełnię.
- A teraz?
- A teraz Jezon, jego mistrz i przyjaciel robi coś, czego An nie rozumiał.
- Ten, który był największym czcicielem życia postanowił zmierzyć się ze śmiercią.
- An nie rozumiał, nie wiedział jak to możliwe, żeby dobrowolnie, z pełną świadomością oddawać się w ramiona tej, po pocałunku której nie ma już odwrotu.
- A przecież tyle jeszcze mieli do zrobienia.
- Nie rozumiał, a może nawet nie chciał dopuścić do siebie myśli, że Jezona może zabraknąć.
- Że może zabraknąć mu druha i kompana tylu wspaniałych wędrówek.
- Że może mu zabraknąć jego miłości.

Pocałunek Judasza, Giotto (Padova).
_________
Copyright by Witold Skaczkiewicz © 2005-2009
All rights reserverd




