
The Lady of Shallot - 1894 John William Waterhouse
- Raz tylko przez wiele lat poczułam uczucie jakbym się zakochała.
- Gdy zobaczyłam go pierwszy raz, a we mnie jakby piorun strzelił.
- Czułam jak nogi mi wiotczeją, serce mało mi nie wyskoczyło, oczy zrobiły się szkliste a ręce drżały. I to dziwne uczucie w żołądku.
- Nie mogłam spać, nie mogłam racjonalnie myśleć, czytać.
- Wszędzie widziałam jego. Ale on znikł i już go nie zobaczyłam.
- Uczucie trzymało mnie jeszcze długo. Miałam nadzieję, że się pojawi, ale coś w środku mówiło mi, że skończyło się zanim się zaczęło.
- Tłumaczyłam sobie, że to kara dla mnie, że i tak nie miało szans, bo mam dzieci, a żaden facet nie będzie traktował ich poważnie.
- Co będzie, gdy one wyrosną i odejdą, bo przecież to nastąpi i to szybciej niż sądzę.
- Zostanę sama, nikomu nie potrzebna. Ta myśl mnie przeraża.
- Słyszę własny krzyk, który prosi o pomoc.
- Nikt poza mną go nie słyszy, bo jestem milcząca, zamykam się w sobie jak i w czterech ścianach. Chwilami brakuje mi powietrza. Zbiera mnie na mdłości, chcę bardzo pozbyć się tych negatywnych uczuć, bo one spalają całą moją energię, potrzebną, aby normalnie funkcjonować.
- Umysł w tej chwili mam totalnie rozwalony. Rozwalił się na parę kawałków. Trzeba to złożyć na nowo. Tylko czy wszystkie części będą pasowały do siebie, aby zrobić z tego całość?
- To, co zauważam u mężczyzn, to łatwość zdobywania ich.
- Jeżeli kobieta tylko chce, może zdobyć, choć na chwilkę, prawie każdego.
- Uwielbiają polowanie, zdobywanie kobiety, a nie zdają sobie sprawy, że często sami są zwierzyną.
- Każda kobieta lubi być adorowana.
- Chce czuć się piękna bez względu na wiek.
- Nie lubię patrzeć na siebie. A już całkowitą porażką jest oglądanie moich zdjęć. Patrząc na zdjęcie widzę żywą śmierć. Głęboko osadzone oczy, wpadnięte policzki. Koszmar.
- To jest dziwne uczucie, gdy napotykasz jakiegoś mężczyznę i nie reagujesz w żaden sposób, a na widok innego nogi ci się uginają.
- Czujesz drżenie wszystkich wnętrzności, gorąco, zimno, na przemian.
- Ten dreszczyk emocji powoduje w nas niesamowita radość i to, że czujemy się piękne, bez względu na to, co pokazuje nasze odzwierciedlenie w lustrze.
- Ja czuję się atrakcyjna przez chwilę, a potem zamykam się w swojej skórze i nie ma nikt tam dostępu.
- Zastanawiam się, czego oni ode mnie chcą, co we mnie widzą.
- Niby lubię być adorowana, jednak nie rozumiem pewnych zachowań. Same sprzeczności.
- W związkach też czuję się niepewnie. W szkole średniej podkochiwałam się w chłopaku, bardzo przystojnym, ale od razu skazałam na niepowodzenie ewentualną znajomość. Więc nic nie zrobiłam, aby pomóc swemu ewentualnemu szczęściu.
- Po wielu latach nasze drogi jakoś się spotkały. Okazało się, że tak jemu, jak i mnie nie powiodło się w sprawach sercowych.
- Przez trzy miesiące graliśmy w słowa. Każde z nas próbowało wyczuć te drugą stronę. Doszliśmy do wniosku, że mamy ochotę spotykać się.
- Czasami rozumiemy się bez słów.
- On, przez wiele lat ćwiczył kulturystykę, zresztą nadal ją uprawia.
- Przez parę lat spotykaliśmy się. Ani jednej sprzeczki, ale… No właśnie to, ale.
- W tym związku było coś bardzo dziwnego. Miał problemy z potencją.
- Przez wiele lat byłam wyrozumiała w tej kwestii, sądziłam, że razem możemy pokonać pewne trudności.
- On pewnie siłownią nadrabiał niemożność zadowolenia kobiety. W różny sposób próbował nadrobić swoje braki.
- Czasem był bardzo pewny siebie. Zbyt pewny.
- Czułam się jak dziewczyna na telefon. Kiedy pan i władca nocy ma ochotę i możliwość dzwonił do mnie z propozycją spotkania.
- Nie interesowały go moje dzieci, ani ewentualna przyszłość.
- Czułam, że się dusze w tym.
- Czy mam być potwierdzeniem, dla jego niepewnej męskości?
- A on tą męskość nadrabiał mięśniami. Taki duży mięśniak, który kocha tylko siebie.
- Jakieś dzikie odruchy w postaci szybkiego numerka, po którym czułam takie obrzydzenie do siebie za taką żądzę, że szybko kierowałam się do wanny i szorowałam, się do czerwoności, aby zmyć z siebie hańbę.
- Nigdy nie miało miejsca zbliżenie z przygodnie napotkanym mężczyzną, o którym kompletnie nic nie wiedziałam, ale i tak czułam się podle.
- Takie dzikie odruchy działały ekscytująco przez chwilę, a potem szybko spływały jak strumień wody po moim ciele.
- Nie potrafiłam poczuć się kobietą w pełni. Z uczuciami, emocjami.
- To były spontaniczne odruchy, z zimną krwią, dla zaspokojenia własnych potrzeb.
- A oni rozochoceni w pełni błysku w oczach z nadzieją na kolejny raz, którego z mojego powodu po prostu nie było.
- Jak zimna suka wysysałam ich i zostawiałam.
- Słodka zemsta czy moja natura?
- Ta spowiedź, to zastanawianie się nad sobą i swoim postępowaniem napawa mnie lękiem.
- Teraz zdaję sobie sprawę jak bardzo ograniczone jest to, co robię. Bez przyszłości, beż możliwości powodzenia.
- Wieczna walka z samą sobą.
- Czuję się bardzo niepewnie, jakby znalazła się na ruchomych piaskach, z których nie można się wydostać, bo nikt nie zaryzykuje, aby ci podać rękę i cię stąd wyciągnąć, bo sam zostanie wciągnięty przez ten piękny a jak zgubny piach.
- Często wracam myślami do nieszczęsnego małżeństwa.
- Próbuję wspominać te dobre chwile, bo takie też były, jak to w małżeństwie.
- Ale ten obraz zasłaniają mi sceny awantur. Gdy mąż wraca po dwóch nocach nieobecności, pijany, ale niedopity.
- Pewnie coś z panienkami mu nie poszło, bo o trzeciej w nocy zwalił mnie z łóżka i zatargał do kuchni.
- Zachciało mu się obiadu.
- Nie pamiętam, czego się czepiał, ale wydzierał się jak opętany. Rzucał przedmiotami.
- Mój ojciec był ciężko chory na raka i przeszkadzało mu jego zachowanie.
- Matka weszła na górę, aby grzecznie poprosić o spokój.
- Zaczął wyzywać ją od kurew i innych. Popchnął ją energicznie i uderzył.
- Nie wytrzymałam i stanęłam w obronie matki.
- Ale co ja mogłam zrobić z rozwścieczonym skurwysynem? Patrzyłam na ciężką maszynkę do mięsa, to na niego.
- Myślałam, żeby przypierdolić mu tą maszynką w łeb, to może skurwysyna zabiję i będzie w końcu spokój.
- W ostatniej chwili opanowałam się.
- Wielokrotnie chciałam go wyrzucić z domu, bez rezultatu.
- Założyłam spiralę, aby nie zajść w ciążę, bo będę tak ten ciężar ciągnąć bez końca.
- Mało było problemów to zaszłam w ciążę mając spiralę w ostatnim miesiącu przed wyciągnięciem.
- Lekarz stwierdziła, że to ten jeden procent, do którego należę.
- Kurwa mać, dlaczego właśnie ja. Myślałam, że nie wrócę do domu z rozpaczy. Mgła pojawiła mi się przed oczyma, płacz i wszystkie uczucia, jakie mogły mną wtedy szarpać.
- Gdy powiedziałam mężowi, że jestem w ciąży, stwierdził, że pewnie jak jego nie było to ja pieprzyłam się gdzieś po kątach i to dziecko jest na pewno nie jego.
- Cała ciąża to koszmar. Pierwsze parę miesięcy dźwigałem pełną butle z gazem. Raz za razem, Robiłam, co się dało, aby poronić.
- Ale ona trzymała się mocno.
- Nienawidziłam męża, siebie i to jego dziecko.
- W piątym miesiącu musiałam się z faktem pogodzić.
- A pierwsze słowa męża po porodzie, były, jaki kolor ma włosów, jakby szukał potwierdzenia, że to nie jego.
- Nigdy mnie nie przeprosił za swoje postępowanie.
- Nigdy spontanicznie nie dostałam nawet kwiatów.
- Po prostu własność, która nie ma prawa do życia. Ma być i usługiwać.
- Dawać dupy, kiedy i jak właściciel będzie miał ochotę.

Narcissus John William Waterhouse
- A ja coraz bardziej miałam tego dosyć. Chociaż przez rok jeszcze myślałam, że skoro jest już dwoje dzieci to już się nie rozejdę, bo jak sobie poradzę sama z dwojgiem dzieci.
- Karmiłam piersią roczną córeczkę i płakałam.
- Zadawałam sobie pytanie: Co ja takiego zrobiłam, że tak bardzo cierpię. I kiedy to się skończy. Wielokrotnie myślałam o odebraniu sobie życia, ale byłam zbyt słaba, aby to zrobić, bo tak naprawdę, chciałam żyć.
- Chciałam żyć, ale nie tak, tylko normalnie. Po prostu normalnie.
- Po śmierci ojca długo nie mogłam dojść do siebie. Było mi wszystko obojętne.
- Zabrakło w moim życiu człowieka, którego naprawdę kochałam i szanowałam.
- Wytrzymałam w tym bagnie jeszcze pół roku. Ale kiedy „kochany mężuś” próbował wyrzucić mnie przez balkon, uznałam, że już mam serdecznie tego dosyć. I choć miałabym jeść chleb ze smalcem, to będę spała spokojnie. I to się liczyło.
- Wreszcie zdobyłam się na odwagę.
- Odeszłam.
- Pierwsze noce były dziwnie spokojne, nikt nie krzyczał, nie wywlekał mnie z łóżka – pełny spokój.
- Nawet siedmioletnia córeczka przestała się moczyć.
- Wszystko powoli stawało się normalne.
- Tak bardzo cieszyłam, że wreszcie zdobyłam się na odwagę.
- Tatuś wpadał od czasu do czasu, zamieszać dzieciom w mózgach, bo był bardzo zły, że się baba wychyliła.
- Nagle zrobił się taki dobry, a i przez chwilę przypomniał sobie, że ma dzieci i one będą doskonałe od osiągnięcia celu.
- Kupował różne rzeczy dzieciom, a one się cieszyły. Jak to dzieci.
- Tatuś taki dobry, a mamusia taka wredna, uparła się i nie chce wrócić.
- On przecież tak bardzo mnie kocha.
- A ja pierdolę takie kochanie.
- Jak tak ma wyglądać miłość to widocznie ja się do tego kochania nie nadaję.
- Moje wyobrażenie o uczuciu jest inne. Całkiem inne.
- Nie mogąc wpłynąć na zmianę mojej decyzji i zaciągnąć mnie do łóżka, stwierdził, że jestem bezuczuciowa, wredna, i zimna suka.
- Bo powinnam patrzeć na dzieci, że nie mają ojca, a nie tylko na siebie.
- A po co dzieciom ojciec łajdak, lepiej tak jak teraz od czasu do czasu kochany tatuś.
- Po sześciu latach rozłąki doszedł do wniosku pewnej nocy, że ma ochotę na mnie. A że nie otworzyłam mu drzwi, bo była noc, no i był pijany, to sobie sam otworzył paroma porządnymi kopnięciami.
- Pałał nienawiścią.
- Ja niewiele myśląc, zanim zdążył wejść z drzwiami, zadzwoniłam na policję.
- Wydarłam się do słuchawki, że do cholery nie utrzymam tych drzwi. Dość szybko przyjechali.
- Sprawa tak prosta ciągnęła się prawie rok. Przez ten czas były mąż próbował różnych sposobów, abym wycofała oskarżenie.
- Przecież to niemożliwe, aby tak słaba dziewczyna zaczęła walczyć o jakieś swoje prawa.
- Początkowo intensywnie groził i zastraszał.
- Potem zaczął po dobroci. Kupi i wymieni drzwi.
- A ja mam w dupie jego nowe drzwi. Nie pozwolę na dalsze manipulowanie i pomiatanie mną.
- Sprawa się skończyła. Od tego czasu trochę zrozumiał gdzie jego miejsce. Wszędzie tylko nie u mnie.
- Przez te wszystkie lata nigdy nie próbowałam układać sobie życia. Ale tęskniłam do tego, by móc wieczorem przytulić się do mojego mężczyzny i spokojnie zasnąć.
- Brakowało ni normalnej, rodzinnej atmosfery. Zaczęłam czuć i tęsknić jak kobieta.
- Chciałam mieć, z kim spędzić Sylwestra.
- Po tylu latach zamknięcia w czterech ścianach zmiana nie jest prosta.
- Tej mojej dzikości chyba żaden normalny facet nie wytrzyma, ale się czegoś boję.
- Ciągle się czegoś boję i czuję, że mężczyzna, na którym w znaczny sposób ni zależy powoli mi się wymyka i się wycofuje.
- Czy potrafię się w końcu przestać bać i zaufać, aby móc go zatrzymać?
- Tak bardzo bym chciała, ale czy potrafię?
- Dużo z siebie wyrzuciłam zawiści i nienawiści, ale jeszcze się blokuję i uciekam. Jeszcze brakuje mi pozbycia się leków i nabrania energii abym mogła oddać siebie, ale nie fizycznie.
- Chciała bym sprawić radość tej ważnej osobie, moją obecnością w jego życiu.

Sweet Summer John William Waterhouse
_________
Copyright by Witold Skaczkiewicz © 2005-2009
All rights reserverd




