016 – Czwarta Księga Wędrówców – Ulisses – cz.2

Psyche Entering Cupid's Garden John William Waterhouse
Ciekawość Ulissesa
- Świtało już, gdy wychodzili z hotelu.
- Chłód poranka orzeźwił Ulissesa.
- Chciał rozmawiać.
- Chciał jak najwięcej dowiedzieć się o tej, jak myślał, ciemnej stronie życia.
- Nie ganił Joanny za to co robi; może nawet podziwiał ją za „odwagę”?
- … Nie umiał tego nazwać…
- Nie była to przecież odwaga, ale było to coś zbliżonego…
- Zerwanie z normami…
- Nonkonformizm jakiś?…
- A matka, a rodzina…
- Był bardzo ciekawy.
- „Toż to zwyczajny sklep z dupą…” – pomyślał.
- Mnóstwo pytań cisnęło mu się w głowie.
- I te banalne i te najważniejsze – o seks.
- Rozmowa o seksie z najprawdziwszą profesjonalistką.
- Bardzo chciał wiedzieć.
- O człowieku?
- O sobie…
- Dotychczas nie miał takiej okazji.
- W łóżku zazwyczaj nie starał się nawiązywać rozmowy na ten temat.
- Czy to dlatego że krępował się, czy dlatego że sam chciał intuicyjnie odkrywać tajemnice, czy dlatego że rozmowa taka, siłą rzeczy „biologiczno-fizjologiczna” nie mieściła się w odlocie jakiego doznawał przy każdym kolejnym wytrysku?
- Czuł jednak, że mimo niemałej praktyki jest jednak w tej dziedzinie amatorem.
- Raz chyba tylko wymienił z partnerką uwagi na ten temat: – „Rób na co masz ochotę” – powiedziała wówczas, to i robił.
- Robił wszystko to na co miał ochotę, ale rozumiał to w taki sposób, że on będzie jej robił to na co sam ma ochotę; że w ten sposób da jej znak, bez zbędnego gadania, czego od niej oczekuje…
- Pamiętał, że wychodziło to wcale nieźle – gdy zauważał że ona nie powtarza jego czynności domyślał się, że teraz on ma robić to na co ona miała ochotę, i wtedy po raz pierwszy zauważył jak kobieta rozluźnia swoje ciało, jak jej oczy rozbiegają się i czuł tą niewiarygodną rozrzewniającą bliskość, czuł że stają się jednym ciałem.
Zwierzenia Joanny
- - Widzę, że zjada cię ciekawość…
- Co chcesz wiedzieć? – zapytała z uśmiechem.
- - Wszystko – odpowiedział.„Niech pierwszy rzuci kamieniem…” przeleciało mu przez głowę.
- Opowiadaj wszystko.
- - Ale co?
- - No to co robisz…
- - Wiesz przecież.
- Pracuję – odpowiedziała uśmiechnięta.
- - Ale ty przecież studiowałaś?
- - Ach studia!?… Studiowałam fizykę na uniwersytecie.
- Właściwie to studia skończyłam, ale nie broniłam pracy magisterskiej…
- - A długo już…
- Długo już to robisz? – zapytał Ulisses a Joanna parsknęła śmiechem.
- - Co robię?!
- Puszczam się?…
- Jestem kurwą i wcale się tego nie wstydzę… – powiedziała roześmiana
- - Nawet to lubię.
- Ja zawsze lubiłam seks… – uśmiech nie schodził z jej twarzy.
- - No tak, ale ty się sprzedajesz…
- - Daję wam to, czego potrzebujecie.
- Tak jak jedzenia i picia.
- Bo tak nas Pan Bóg stworzył!
- - Nie czujesz się wykorzystywana?
- Przecież ty to robisz z ludźmi którzy ci płacą…
- No wiesz…
- Klient płaci to wymaga!… – próbował Ulisses.
- - Kochany! Żebyś ty widział, jak ci co płacą starają się mnie zadowolić…
- Jak starają się być wspaniałymi kochankami…
- To nie jest tak jak sobie wyobrażasz…
- Takich jest mało…
- Najgorsi są ci ze zwierzętami…
- No wiesz…
- Jeden przyszedł do mnie z chomikiem.
- No wiesz…
- Chciał mi włożyć w cipę chomika zamiast swego chujka…
- No rozumiesz…
- Taki popierdolony zboczeniec…
- Tego pogoniłam natychmiast – Joanna zapaliła papierosa.
- Ulisses zauważył, że papieros jest jakiejś nie często spotykanej marki.
- „Czy to dla tych papierosów” – pomyślał.
- - A czym się to różni od małżeństwa? – kontynuowała Joanna.
- - Przecież tam też bywa różnie…
- Czasami wspaniale, a czasami…
- Przecież najczęściej to baba sobie leży a na niej jakiś facet, jej mąż…
- Rajcuje i sapie jak lokomotywa a ona sobie leży, spogląda na sufit i myśli, że przydało by się pomalować, albo zmienić tapety…
- To kochany każda porządna żona zna doskonale.
- Nie odmówi przecież swojemu mężowi bo ten pójdzie do innej i ona zostanie z bachorami sama.
- Chłop w domu to dupy trzeba dawać czy się podoba czy nie…
- Jak nie dasz, to ci jeszcze przypierdoli i będziesz chodzić z pizdą pod okiem… – rozgadała się Joanna
- - A tu kultura, kochany…
- Kultura!
- Facecik stara się jak może; pieści, mówi czułe słówka, zaleca się jak w pierwszych miesiącach narzeczeństwa.
- A jak cię zerżnie to aż żyć się chce…
- No i ja zarabiam…
- A gdzie ja mogłam pójść do pracy?
- Za ile…
- Nie miałam co na dupę włożyć, nie miałam mieszkania…
- I tak to się zaczęło…
- Najpierw wstydliwie…
- No wiesz pieniądze.
- Jak pierwszy raz poszłam z takim jednym do łóżka i ten mi dawał pieniądze to się cała buraczkowa zrobiłam…
- Uciekłam z tego hotelu…
- Pieniędzy nie wzięłam…
- Bez sensu… – machnęła ręką.
- - A w małżeństwie jest inaczej? – wyrzucała z siebie zirytowana
- - Dupek przynosi pensyjkę na pierwszego…
- Często na lekkim gazie i rżnie cię niechlujnie przez cały miesiąc, bo o co ma się starać?
- Przecież ślubna jest jego!
- Własna!
- A ona nie dość, że nie ma na kieckę…
- Nawet na żarcie nie starcza, bo kupił sobie flaszkę i poszedł z kolesiami w długą…
- No i pół wypłaty diabli wzięli…
- Potem chodzi taka wyświechtana a on się ogląda na ulicy za tymi czystymi….
- Pachnącymi…
- Przychodzi do domu i co widzi?
- Jakąś zapracowaną fleję.
- Jak cię widzi, tak cię rżnie – skończyła prawie na bezdechu.
- Ulisses słuchał nie przerywając mimo jakiegoś wewnętrznego sprzeciwu to co mówiła Joanna miało sens.
- A Joanna wyrzucała z siebie:
- - Ja do łóżka z byle kim nie idę…
- Idę z takim co mi się podoba.
- Z takim, co i za darmo bym poszła…
- Wybieram sobie…
- I idą jak muchy na lep.
- Bo te wasze dupeńki, wychowane przez księdza na religii nie wiedzą do czego dupę mają.
- Faceci też nie lepsi…
- Chcieli by, a wstydzą się swojej baby…
- I przychodzą do nas… – uśmiechnęła się pogodnie
- - Jesteście strasznie popierdoleni – zakończyła Joanna gdy znaleźli się pod jej domem
- - Jesteśmy na miejscu.
- Przepraszam, że nie zaproszę cię do siebie.
- Jestem już bardzo zmęczona.
- A ten twój kolega…
- Tam przy barze…
- Wcale przystojny… – wtrąciła
- – Wpadnij kiedyś jak będziesz w pobliżu – powiedziała na pożegnanie.
- Joanna weszła do klatki schodowej zwyczajnego, niczym od innych nie różniącego się budynku.
- Ulisses wolnym krokiem poszedł na postój taksówek.
- W głowie miał kocioł.
- Żałował, że jest tak napity i nie zdoła wszystkiego spamiętać.
- Miał nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mu się namówić Joannę na zwierzenia, ale czuł, że takie rzeczy mówi się rzadko.
- I że być może były to jedyne, niepowtarzalne zwierzenia.
- Do domu przyjechał nad ranem.

Ariadne John William Waterhouse
Powrót Ulissesa do domu
- Penelopa i Baltazar spali po przeciwległych stronach jedynego, ale bardzo szerokiego łóżka.
- Długi spacer z Joanną orzeźwił go i pomyślał, że nic nie stoi na przeszkodzie aby jako mąż walnął sobie numerek.
- – Chyba mi jej księżulo nie zrypał – zastanowił się Ulisses i położył się w środku.
- – Jesteś już… – sennym głosem wyszeptała Penelopa
- - Przytul mnie szybko, szybko…
- Jakże się za tobą stęskniłam…
- Ulisses objął Penolopę i poczuł, jak wzbierają się w nim męskie siły.
- – Przestań się wygłupiać – wyszeptała mu do ucha – gdy położył jej rękę na swój budzący się członek – Baltazar się obudzi…
- Ulisses wsłuchał się w miarowy oddech przyjaciela.
- Baltazar spał.
- – No chodź…
- Przecież on śpi jak zabity… – wyszeptał.
- Kochali się po cichu, by nie obudzić śpiącego Baltazara.
- Później objęci zasnęli.

La Belle Dame sans Merci John William Waterhouse





Panie Witoldzie,
to się doskonale czyta, ma Pan wielki talent.
Pozdrawiam
Serdecznie dziękuje, to miłe.